Za nami mecze trzeciej kolejki Ligi Europejskiej w grupach J i L. W nich swoich sympatyków nie zawiodły ekipy Lokomotiwu Moskwa i Anderlechtu Bruksela. Stołeczne drużyny pokonały odpowiednio AEK Ateny 3:0 i Sturm Graz 2:0.
Lokomotiw – AEK
Początek spotkania zdecydowanie należał do przyjezdnych. Ci zmusili gospodarzy do cofnięcia się do dość głębokiej obrony. Moskwianie z rywalami radzili sobie, przerywając ich akcje z faulami. Udawało im się też zastawiać pułapki ofsajdowe. W takową w 3. minucie złapał się Lagos. Dopiero w okolicach kwadransa gry gospodarzom udało się stworzyć zagrożenie pod bramką Arabatzisa, zmuszając go do interwencji. Po chwili przewagi Lokomotiwu strzałem na to odpowiedział Beleck, ale Guilherme był tam, gdzie być powinien. „Parowoz” ponownie przycisnął około 20. minuty. Zaraz po tym po kontrataku Greków spudłował Vargas, za co zmuszeniem do interwencji Arabatzisa odwdzięczył się Ignatiew. Nie był to ostatni szturm Rosjan. Ci kolejne oblężenie zafundowali AEK po półgodzinie gry, lecz z tego nic nie wynikło. Mimo wysiłków ze strony miejscowych, do przerwy gole nie padły.
Od początku drugiej części trener Jose Couceiro postanowił wpuścić do gry Victora Obinnę. Ten 120 sekund po wznowieniu gry znalazł się w polu karnym, oddał piłkę Dmitrijowi Syczowowi, a ten umieścił ją w siatce Arabatzisa. Moskwianie poszli za ciosem, ale egzekwowanie kolejnych rzutów rożnych nie dawało efektu. W 54. minucie grecki bramkarz spisał się przy strzale Obinny, a 60 sekund później chybił Burns. Gol wyraźnie dodał miejscowym skrzydeł. Poczęli oni odważniej poczynać sobie w ofensywie, rzadziej dopuszczając do spięć pod własną bramką. Na 20 minut przed końcem Lokomotiw zyskał idealną okazję do podwyższenia wyniku. Po faulu Karabelasa w „szesnastce” piłkę 11 metrów od bramki ustawił Syczow i się nie pomylił. W ostatnich dziesięciu minutach gracze Couceiro odpuścili, oddając pole gry przeciwnikom. Na nieszczęście dla nich, swoje szanse zmarnowali Leonardo i Beleck. Na minutę przed końcem udało im się zdobyć kontaktowego gola za sprawą Sialmasa. Jednak chwilę później nadzieje na remis odebrał im Caicedo, ustalając wynik meczu na 3:1.
Sturm – Anderlecht
W pierwszych minutach meczu wrażenie drużyny bardziej chcącej wygrać sprawiali zawodnicy z Belgii. Na początku przeprowadzili kilka akcji, raz dając się złapać na spalonym. Jednak premierowy groźny atak z ich strony miał miejsce dopiero w 13. minucie. Wtedy niecelnie strzelił Gillet. Kilka chwil później tym samym odpłacił mu się Szabics. Nie zmieniło to jednak obrazu gry. Nadal stroną mającą więcej do powiedzenia był Anderlecht. Mniej więcej w połowie tej części meczu zablokowany został Suarez. Niedługo po tym znowu spudłował Mbokani, a chwilę potem Cavalina wykazał się, broniąc strzał Suareza. Potem nastąpił słabszy okres gry, w którym do czynienia mieliśmy głównie z faulami. Jedyną ciekawszą okazją bramkową wartą odnotowania był zablokowany strzał Kainza z 40. minuty oraz dośrodkowanie Wolfa z rzutu rożnego chwilę później.
Drugą część meczu w gazie rozpoczął Wolf. Na boisku grzeszył aktywnością, udało mu się nawet oddać strzał, który zablokowali defensorzy. Jednak z dobrej postawy jego i kolegów z drużyny niewiele wynikało. Niecało dziesięć minut później za ofensywę wziął się Anderlecht. Po dośrodkowaniu Biglii oraz złapaniu na spalonym Suareza ponownie błysnęli gospodarze. Tym razem próbowali Weber i Bodul, którzy zmusił Proto do interwencji. Na celny, obroniony przez Cavlinę strzał odpowiedział Gillet. Jednak w 66. minucie belgijski piłkarz znalazł już sposób na golkipera Sturmu. Zaraz po tym szansę Austriaków na korzystny wynik znacznie zmalały, kiedy drugą żółtą kartkę obejrzał Burgstaller. Nie trzeba było wiele czasu, by Anderlecht podwyższył prowadzenie, a stało się to za sprawą Suareza. Na 180 sekund przed końcem Fernando mógł dobić przeciwnika, ale dobrą interwencją popisał Cavlina. Ostatecznie w tym starciu zwyciężyli goście, wygrywając 2:0.










