Wyobraźcie sobie najgorszy rok w zawodowej karierze. Szef wyznacza was na głównego koordynatora do tworzenia najważniejszego projektu w waszym życiu. Pracujecie nad nim mozolnie, starannie. Jesteście pełni optymizmu i radości. Boss jest z was dumny, a współpracownicy patrzą na was z podziwem. Po czym na dzień przed oddaniem projektu ryzykujecie na rzecz innej firmy, w której macie do wykonania nowy, może ciekawszy projekt. Jednakże po kilkunastu tygodniach wszystko wam się sypie w rękach, a od najbliższego tygodnia będzie zależeć wasza kariera. TAK! Witamy w świecie Julena Lopeteguiego.
Niedzielne spotkanie Barcelony z Realem Madryt będzie pierwszym od 2007 roku bez udziału zarówno Lionela Messiego, jak i Cristiano Ronaldo. Będzie to też pierwsze „El Clasico” bez Zinedine’a Zidane’a na ławce „Królewskich” od 2016 roku, natomiast z Julenem Lopeteguim. Jednakże dla Baska pierwszy występ jako trener w tak prestiżowym spotkaniu może się jednocześnie okazać ostatnim. Szkoleniowiec Realu bardzo mocno nadwyrężył swoją reputację, która teoretycznie od początku jego przygody w Madrycie była lekko nadszarpnięta.
Nie chciałbym być Krzysztofem Jackowskim albo wróżbitą Maciejem, bowiem wszystko zależy od Florentino Pereza, który w tym sezonie kilkakrotnie sprawdzał, czy pod literą „c” nadal znajduje się numer do Conte Antonio. Gra Realu nie ma prawa napawać kibiców „Los Blancos” optymizmem przed najbliższym meczem z odwiecznym rywalem. Co więcej, prawdopodobnie wielu fanów paradoksalnie życzyłoby sobie porażki w tym spotkaniu. Pozytywny przed tym starciem jest wyłącznie bilans pojedynku Lopetegui – Valverde. W czasach, gdy obecny trener Realu Madryt był szkoleniowcem FC Porto, jego drużyna dwukrotnie pokonała Athletic Bilbao, prowadzony właśnie przez Ernesto Valverde, w fazie grupowej Ligi Mistrzów w sezonie 2014/2015.
Hiszpańskie eldorado
21 lipca 2016 rok. Kilka dni po odpadnięciu reprezentacji Hiszpanii z 1/8 finału mistrzostw Europy federacja postanawia przyjąć dymisję Vincente del Bosque, a w jego miejsce zatrudnić Baska, Julena Lopeteguiego. 49-letni szkoleniowiec m.in. FC Porto czy selekcjoner młodzieżowej reprezentacji „La Furia Roja” otrzymał ogromny kredyt zaufania od hiszpańskich władz. Wcześniej jego osiągnięcia nie były zbyt imponujące, bowiem poprzedni pracodawca – FC Porto – postanowił go zwolnić za fatalne wyniki, jakie osiągnął w sezonie 2015/2016. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów w fazie grupowej, porażka w 1/32 Ligi Europy z Borussią Dortmund, przegrana w finale Pucharu Portugalii z Bragą, odpadnięcie z Pucharu Ligi w fazie grupowej, no i ostatecznie trzecie miejsce w lidze nie zadowoliły włodarzy klubu z Portugalii.
Lopetegui przychodził do reprezentacji tak naprawdę bez większego doświadczenia, ale federacja obdarzyła go, jak już wcześniej zostało wspomniane, wielkim kredytem zaufania. Włodarze argumentowali, że jego styl i sposób gry jest bardzo podobny do poprzednika. Miał dać świeże spojrzenie na hiszpański futbol, który przechodził mały kryzys. A cel przed nim postawiony nie był łatwy do osiągnięcia. Wrócić na tron najlepszej drużyny na świecie.











