Drużyna, która jeszcze nie tak dawno sprawiała niemałe problemy Barcelonie w półfinale Pucharu Króla, znajduje się obecnie w dużym dołku. Villarreal nie wygrało żadnego z ostatnich ośmiu meczów i w przypadku utrzymania tej fatalnej passy – może stracić 6. pozycję w tabeli, które gwarantuje jej grę w kwalifikacjach do Ligi Europejskiej.
Obecna niemoc drużyny Marcelino jest łudząco podobna do sytuacji Śląska Wrocław w naszej rodzimej ekstraklasie. Piłkarze Tadeusza Pawłowskiego nie potrafili wygrać meczu od 10 kolejek, a przełamanie z Lechią Gdańsk przyszło dopiero po małej rewolucji w zespole. Czy drużyna Marcelino również potrzebuje przysłowiowego „cepa”, który sprawi, że piłkarze „El Submarino Amarillo” w końcu się obudzą i przestaną tracić punkty w tak głupi sposób jak w ostatniej kolejce z Cordobą?
Rewolucji raczej nie możemy się spodziewać, na co dowodem jest konferencja prasowa Marcelino po remisie z ostatnią w tabeli Cordobą, który pomimo zdobycia jednego punktu można uznać za blamaż i przegraną. Szkoleniowiec Villarrealu nie miał zamiaru kajać się przed dziennikarzami i obwiniać swoich piłkarzy za ostatnie niepowodzenia, ba!, stwierdził nawet w stylu Jose Mourinho, że w ostatnim czasie wszystko jest przeciwko jego drużynie
– Wygląda na to, że w ostatnim czasie wszystko jest przeciwko nam. Mamy dużo kontuzji w zespole, a niektóre z nich są bardzo poważne. Remis z Cordobą jest jedną z tych rzadkich rzeczy, które zdarzają się w La Liga.
W argumentacji Marcelino jest jednak malutkie ziarnko prawdy. Drużyny „El Submarino Amarillo” od jakiegoś czasu nie oszczędzają kontuzje. Z poważnym urazem zmaga się Bruno Soriano, z powodu kontuzji uda do końca sezonu nie zagra Giovani dos Santos, a obrażenia odniesione w spotkaniu z Getafe przez Mateo Musacchio wykluczają go z gry na najbliższe sześć miesięcy.
O ile dos Santos i Musacchio to piłkarze do zastąpienia, za których z powodzeniem mogą grać Uche i Bailly, o tyle postacią niezastąpioną w drużynie Marcelino wydaje się kapitan drużyny Bruno Soriano. Środkowy pomocnik to filar swojego zespołu, lider zarówno na boisku, jak i poza nim, który nadaje drużynie charakteru. Kontuzja, której doznał w pierwszym meczu półfinałowym Pucharu Króla z Barceloną, wyeliminowała go z gry na dłuższy okres, a jego absencja wyraźnie rzutowała i nadal rzutuje na dyspozycję drużyny Marcelino. W środku pola docelowymi zastępcami Bruno mieli być Trigueros oraz Pina, którzy jednak swoją grą nie potrafią dać tyle drużynie, ile daje Villarrealowi jego kapitan.
Oczywiście fatalnych wyników „Żółtej Łodzi Podwodnej” w ostatnim czasie nie można tylko i wyłącznie usprawiedliwiać kontuzjami, a argumentacja Marcelino, jakoby za wszystkie niepowodzenia odpowiadały urazy, wydaje się być śmieszna. Bo jak usprawiedliwić kompromitującą porażkę na własnym stadionie 0:3 z Espanyolem? Drużyna z Barcelony na boisku robiła, co chciała, a w szczególności jej napastnik Felipe Caicedo, który zaaplikował „El Submarino Amarillo” dwie bramki. Po dobrym spotkaniu w wykonaniu piłkarzy Villarrealu z Valencią, które zakończyło się remisem, podopieczni Marcelino w meczu z Katalończykami wyglądali jak dzieci we mgle. Brak jakiegokolwiek entuzjazmu, ambicji oraz wysiłku, aby wygrać spotkanie na El Madrigal, był tamtego dnia niebywale rażący.











