Awans do Ligi Mistrzów i Ligi Europy to wielkie zastrzyki finansowe oraz rozgłos i chwała. Nie dla każdego służą one dobrze, bywa tak, że udział w nich niespodziewanie rujnuje stabilność nieco słabszych zespołów.
Falstart
Fenomenalny beniaminek poprzedniego sezonu Premier League dość szybko przekonał się, że to właśnie ten drugi rok w najwyższej klasie rozgrywkowej jest najtrudniejszy. Tak naprawdę swój sezon rozpoczęli jeszcze wcześniej, bo dokładnie 25 lipca eliminacjami do Ligi Europy. Tego dnia większość klubów angielskiej elity smażyło się jeszcze na plaży, a „wilki” już musiały walczyć na zielonych boiskach. Co oczywiste tak wczesny start musiał się kiedyś odbić. Stało się to niespodziewanie szybko bo na samym starcie aktualnych rozgrywek. Ekipa Nuno Espirito Santo bardzo niemrawo rozpoczęła ligę. Na pierwsze sześć meczy nie wygrali ani jednego.
Miejsce w tabeli oraz gra drużyny nie wyglądały dobrze. Trener musiał bardzo często rotować składem, aby umożliwić grę na dwóch frontach, ponieważ gracze Wolves poprzez eliminację dostali się do Ligi Europy. Oczywiście wszyscy ludzie związani z klubem przekonywali, że nie odpuszczą żadnych rozgrywek. Lecz realizacja tych słów w praktyce okazała się niesamowicie trudnym zadaniem.
Moment przełomowy
6 października 2019 Etihad Stadium. Na stadion Manchesteru City przyjeżdża 15 drużyna w tabeli z zaledwie jednym zwycięstwem na koncie. Gospodarze byli oczywistym faworytem do wygrania tego meczu. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, ale z widoczną przewagą drużyny Guardioli. Podobnie było w drugiej części meczu, ale wciąż City nie potrafiło wpakować piłki do siatki „wilków”. I nagle w 80. minucie meczu po fantastycznie wyprowadzonej kontrze akcje strzałem przy słupku wykańcza Adama Traore. W doliczonym czasie gry bardzo wysoko grająca drużyna City otrzymuje kolejny zabójczy cios od hiszpańskiego skrzydłowego. Dwa gole Adamy Traore uradowały całe Wolverhampton.











