Osiem najlepszych drużyn zostało na placu boju. Najciekawszym starciem ćwierćfinałowym będzie mecz Belgii z Brazylią. Zagrają ze sobą trzecia i druga drużyna rankingu FIFA. Zwycięzca tego pojedynku będzie miał szansę zepchnąć z pierwszej lokaty Niemców.
Belgia zmierzy się z najtrudniejszym przeciwnikiem w ostatnich latach. Nie licząc meczu z Anglią, na który obie ekipy wyszły w rezerwowych składach, ostatnim tak poważnym rywalem byli Włosi na Euro 2016. Wtedy „Czerwone Diabły” przegrały 0:2 po bramkach Giaccheriniego i Pellego. Mimo tej porażki udało się wtedy wyjść z grupy i w 1/8 finału ograć Węgrów, ale przegraną w ćwierćfinale z Walią określono mianem sporego rozczarowania. Stać ich było na wykręcenie dużo lepszego wyniku.

Teraz przyszedł czas na poważny sprawdzian, który określi prawdziwą siłę reprezentacji Belgii. Na rosyjskich boiskach Belgowie wygrali do tej pory wszystkie cztery mecze. Są jedyną europejską drużyną, która tego dokonała, i na pewno zależy im na przedłużeniu tej passy. Dlaczego może im się udać?
Po pierwsze – ofensywa
Drużyna Roberto Martineza strzeliła najwięcej goli na mundialu, bo aż 12. Nie jest to przypadek, bo w eliminacjach strefy europejskiej także była ekipą, która najczęściej trafiała do bramki rywali. Tylko Niemcy zdobyli tyle samo goli (43), ale aktualni wciąż mistrzowie świata nie umieli tego potwierdzić na mundialu. Co innego Belgia, która już dokonała historycznej rzeczy.
Trudno jest odwrócić losy meczu, kiedy przegrywa się 0:1. Wtedy myśli się raczej o zremisowaniu takiego spotkania. Comeback przy wyniku 0:2 był raczej rozważany w kategoriach cudu, a jednak Belgom udało się tego dokonać. Ostatni raz czegoś podobnego dokonała Portugalia ponad 50 (!) lat temu. Wtedy przydał się bardzo taki zawodnik jak Eusebio, który strzelił cztery bramki. Belgia takiego piłkarza nie ma, ale jak widać, nie potrzebuje.
Po drugie – trener
Odwrócenie losów spotkania z Japonią nie byłoby możliwe bez pana na ławce trenerskiej. Kiedy wiele osób podarło już swoje kupony, na których typowało zwycięstwo Belgii, hiszpański menadżer podjął dwie kluczowe decyzje. Decyzje te miały olbrzymi wpływ na dalsze losy tego meczu. Martinez desygnował do gry Fellainiego i Chadliego, a jak się później okazało – ten pierwszy doprowadził do wyrównania, a drugi zadał decydujący o awansie cios w doliczonym czasie gry.











