O tym, że Casillas odejdzie z Realu, mówiło się już od pewnego czasu, ale dopiero teraz zostało to oficjalnie potwierdzone. Odbyło się to jednak w bardzo złej atmosferze. A sam Casillas został wręcz zmuszony, aby opuścić klub z Madrytu.
W Madrycie spędził 25 lat, wywalczył z Realem: pięć mistrzostw Hiszpanii, trzy puchary mistrzów i dwa puchary Hiszpanii. Niejednokrotnie w pojedynkę zdobywał punkty dla swojego zespołu. Iker zawsze miał Real w sercu, nigdy nie powiedział na klub złego słowa, w każdym meczu dawał z siebie wszystko i zawsze leżały mu na sercu interesy klubu. W ostatnim czasie forma Casillasa wyraźnie się obniżyła, zdarzało mu się wpuszczać głupie gole, stracił pewność siebie, zdarzało mu się także nie porozumieć z kolegami z zespołu. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że na zawsze zostanie on legendą tego klubu.
Tacy piłkarze jak Casillas, gdy opuszczają swój klub, zasługują na piękne pożegnanie, takie, które zapamiętają do końca życia. Z Ikerem sytuacja była jednak wprost odwrotna. Został wręcz wypchnięty z drużyny, w której spędził prawie całe życie. Już od jakiegoś czasu kibice madryckiego klubu dawali oznaki, że nie chcą go już w Realu, gwizdali na niego, szydzili, a takie zachowanie po prostu nie przystoi. Gdy Iker wyszedł na murawę Santiago Bernabeu, by ostatni raz pożegnać się z kibicami, to trybuny były praktycznie puste. Kibice bardzo szybko zapomnieli, ile Hiszpan zrobił dla ich klubu.
Jestem pewny, że Casillas sam nigdy nie opuściłby Madrytu i zakończył karierę w klubie, w którym się wychował. Widać to było na konferencji prasowej, kiedy to, żegnając się ze wszystkimi, po prostu się popłakał. Hiszpan naprawdę zasłużył na dużo lepsze pożegnanie. Wyglądało to, jakby z klubu odchodził jakiś zawodnik, który rozegrał w nim dwa, trzy sezony i teraz zmienia otoczenie, bo taka jest kolej rzeczy. Co więcej, oficjalne konto Realu Madryt na Twitterze przestało obserwować już swojego byłego zawodnika.
https://twitter.com/English_AS/status/620325897619546112/photo/1
Być może to błaha sprawa, ale pokazuje ona, jaki stosunek do swoich piłkarzy ma madrycki klub.
W Polsce sympatyków Barcelony i Realu jest praktycznie po równo, ale chyba wszyscy zgodzą się z tym, że w Barcelonie potrafią żegnać swoje legendy. Gdy Xavi po sezonie odchodził z klubu, to na jego cześć zorganizowano wielką fetę. Zarówno piłkarze, jak i członkowie sztabu szkoleniowego byli ubrani w koszulki z napisem „Gracias Xavi”, a kilkadziesiąt tysięcy ludzi krzyczało „Xavi, Xavi, Xavi”. To było naprawdę godne pożegnanie zawodnika, który całe swoje piłkarskie życie spędził w Barcelonie, i takie same należało się Casillasowi.












