Zejdźmy na chwilę na dół. Zieloni Drożków


3 października 2014 Zejdźmy na chwilę na dół. Zieloni Drożków

Większość kibiców z większych miast przyzwyczajona jest do widoku klubów ocierających się o przedsiębiorstwa. Tymczasem dużo ciekawsze zespoły można znaleźć u podnóży polskich lig. Zespoły z A, czy B Klasy mimo wielu przeciwności, jakoś sobie radzą, zasługując sobie na ogromny szacunek. Piłka nożna jest na tyle wielka, że sięga i biedne, malutkie wioski.


Udostępnij na Udostępnij na


Pod lupę można wziąć np. Zielonych Drożków. Malutki zespolik mieszczący się w powiecie żarskim, na południu województwa lubuskiego mimo ogromnych problemów, nadal istnieje na mapie, choć to dopiero pięć lat. W 2009 roku kilku śmiałków z miejscowości zatwierdziło stworzenie drużyny. Od razu zaczęły się poszukiwania zawodników, którzy na początku dość chętnie uczestniczyli w tym przedsięwzięciu. Wieś ma około 500 mieszkańców, a Klasa B nie potrzebuje świetnych piłkarzy, więc nie było problemów.

Trzeba było znaleźć boisko, a Drożków jest wyposażony w malutkie boisko z dala od wioski. Dojazd do „obiektu” jest, łagodnie mówiąc, nie najlepszy. Od dawna działacze bezskutecznie proszą się o dofinansowanie, bądź poprawienie warunków drogi, albo zasypanie dziur – Od lat składamy prośby o chociażby wywrotkę tłuczni, aby wszyscy mieli łatwy dostęp na mecze. Oczywiście bezskutecznie – mówi wiceprezes, Adrian Bagiński.

Inna sprawa to same szatnie. Są stworzone ze starych bezużytecznych kontenerów, które mocno odbiegają od nawet najniższych standardów. Rzecz jasna, zawodnicy nie mają dostępu do wody ani prądu, co również od dawna starają się załatwiać działacze. I w tym przypadku brakuje odzewu ze strony władz.

Wszystko, co obecnie mieści wokół „murawy” stworzyli sami zainteresowani w ramach „czynu społecznego”. Wstawienie starych ławek dla kibiców, postawienie kontenera zamiast szatni, czy pożyczenie ławek rezerwowych, które w przeszłości funkcjonowały w niedalekim Grabiku.

Jak wiadomo, zawsze, a przynajmniej bardzo często, rozchodzi się o pieniądze. Ekipa z Drożkowa otrzymuje w ramach dotacji niespełna 10 tysięcy złotych – To bardzo mało. To nam nawet nie wystarcza na pokrycie kosztów sędziów, nie mówiąc o zakupie wapna, czy strojów – mówi Adrian Bagiński.

Zieloni mają jednak szczęście w postaci Pana Heinera Lohmanna, który wspiera klub, jak tylko może. Przeznacza pieniądze na istnienie zespołu, dzięki czemu ten nadal nie zniknął z piłkarskiej mapy. Dodatkowo zakupił piłkołapy, które zdecydowanie poprawiają wygląd, oraz użyteczność boiska.

Nie przypadkowo używam też takiego określenia. Nie ma oczywiście tu mowy o czymś takim jak stadion, nawet w najbardziej prymitywnym tego słowa znaczeniu. Nie ma żadnych ogrodzeń, co również przeszkadza. Często w „szatniach” widać porozbijane okna, zepsute ławki, czy zwyczajnie zniszczoną murawę, gdyz każdy ma prawo do dostępu do tego obiektu, a nikt nie jest w stanie tego pilnować.

Zarząd i zawodnicy mają żal do Wójta Gminy Żary, o to, że przymyka oko na ich prośby, natomiast w sąsiednich wioskach można zauważać inwestycje. M.in. w Lubanicach oprócz budowy szatni za 500 tysięcy złotych oraz postawienia piłkołapów, niedawno zostało również stworzone ogrodzenie wokół boiska, za sumę 40 tysięcy złotych.

Jak każdy zespół, tak i ten, ma swojego trenera. Grzegorz Morawski pracuje zupełnie za darmo, robiąc to dla własnej przyjemności. Treningi odbywają się dość regularnie, ale to z woli zawodników, którzy po prostu chcą to robić – Nie jesteśmy w stanie ściągać zawodników z innych zespołów. U nas kto chce to gra. Brakuje nam finansów, ale jakoś radzimy sobie sami. Z całą pewnością jednoczy nas wspaniała atmosfera i praktycznie tylko to jesteśmy w stanie zaproponować – mówi kapitan Zielonych Drożków, Dariusz Kojowski.

Zawodnicy narzekają również na pretensje ze strony mieszkańców wsi, którzy, krótko mówiąc, są przeciwni istnieniu klubu – Może i przegrywamy, ale przynajmniej pokazujemy, że narażamy własne zdrowie i czas, dla przyjemności, zamiast siedzieć pod sklepem, z piwem w ręku jak inni – mówią zgodnie zawodnicy.

Zieloni nie są potentatami i zapewne nigdy nie będą, ale najważniejsze dla nich jest to, że po prostu mogą się spotkać w jednym gronie, wyjść na mecz i robić to co lubią. Jak widać piłka sięga nawet nawiększe zakątki i ludzie chcący uprawiać ten sport są w stanie przedrzeć się przez każde przeciwności.

Komentarze
damian (gość) - 12 lat temu

To nie 1 i nie ostatni klub z takimi problemami

Najnowsze