Third Party Ownership (TPO) jest ostatnio bardzo szeroko komentowanym aspektem prawa transferowego. Polega ono na zewnętrznym finansowaniu transferów zawodników, zmniejszając przy okazji ryzyko i koszt ponoszone przez klub. W zamian zespół zrzeka się na rzecz inwestora części (bądź nawet całości) kwoty przysługującej z przyszłego transferu piłkarza. We Włoszech powyższa instytucja przybrała formę accordo di partecipazione. Ten niezwykle ciekawy mechanizm występuje tylko w Italii i niestety po zakończeniu obecnego sezonu przestaje obowiązywać. Warto więc przedstawić jego charakterystykę.
Accordo di partecipazione (dosł. umowa o uczestnictwo, znane również jako comproprietà czyli współwłasność) polega na tym, że dwa kluby są uprawnione do podziału zysków, jakie może przynieść kontrakt podpisany z zawodnikiem. W przeważającej mierze będzie to dotyczyło sumy pieniężnej wynikającej z ewentualnego transferu piłkarza. Co ważne, z powyższej umowy nie wynika żadne zobowiązanie do jego sprzedaży i nie jest to klasyczna współwłasność, gdyż piłkarz w sensie prawnym należy tylko do jednego klubu, a nie — jak w przypadku TPO — klubu oraz funduszu inwestycyjnego. Sytuacja wygląda więc następująco: piłkarz X jest własnością klubu A. Po przeprowadzeniu transferu definitywnego zostaje zawodnikiem klubu B (do tego momentu wszystko przebiega w standardowy sposób). Jednakże w przypadku comproprietà pomiędzy zespołami zawierana jest dodatkowa umowa, zgodnie z którą klub B jednocześnie przenosi na zespół A 50% praw majątkowych wynikających z posiadania zawodnika. Powyższe porozumienia zawierane były na rok (cały sezon), z możliwością ich przedłużenia.
Jak funkcjonował powyższy mechanizm w praktyce? Należy wskazać jego dwa elementy — wewnętrzny, dotyczący klubów będących stronami umowy o partycypację, a także zewnętrzny, wpływający na sytuację zespołu, który ma zamiar kupić zawodnika, do którego prawa posiadają dwa kluby. Najpierw omówię pierwszy aspekt.
Ogólnie comproprietà jest systemem pośrednim między wypożyczeniem a transferem definitywnym. W tym przypadku uprawnienia w stosunku do zawodnika posiadają oba kluby (zawsze w równej części; umowa może być zawarta tylko między dwoma zespołami włoskimi), jednakże piłkarz może reprezentować barwy tylko jednego z nich. Po zakończeniu sezonu rozgrywkowego zespoły mogły przedłużyć umowę na obecnych zasadach albo wykupić udziały drugiej strony. Domyślnie same powinny wynegocjować cenę piłkarza, jednak w sytuacji, gdy porozumienie nie zostanie osiągnięte, musiała zostać przeprowadzona tzw. asta silenziosa, czyli cicha aukcja, która występuje także we włoskim prawie powszechnym i jest jednym ze sposobów zbierania funduszy. Jednakże nie polega ona na tym, że dwie strony otwarcie przebijają swoje oferty aż do momentu, w którym jedna z nich powie pas. Powyższy proceder bardziej przypomina sceny z „Gomorry” lub innych książek traktujących o mafii. Przedstawiciele klubów spotykają się przeważnie w siedzibie włoskiego związku piłki nożnej, który nadzoruje przebieg całego postępowania. Każdy z wypisuje cenę za udział na kartce, która następnie umieszczana jest w kopercie. Ryzyko jest ogromne, gdyż żaden z uczestników aukcji nie wie, ile zaoferował drugi. Uprawniona osoba otwiera koperty, a zwycięzcą jest oczywiście ten, który zaproponował wyższą kwotę, z której nie będzie mógł już się wycofać. Oczywiście miała również miejsce w historii sytuacja, w której dwa kluby, Fiorentina i Udinese, zaoferowały za Martina Jorgensena… 0 euro. Ostatecznie zawodnik pozostał w Fiorentinie, w której wówczas grał.











