Wiele mieliśmy wątpliwości po zimowych zakupach Wisły Kraków. A to do drużyny dołączył pierwszoligowiec, Rafał Pietrzak, a to powrót do Krakowa zaliczył mizerny w ostatnich miesiącach Patryk Małecki. Wreszcie do Polski powrócił kompletnie rozczarowujący za granicą Rafał Wolski. I gdzieś w tym wszystkim na Reymonta trafił również czeski napastnik z ciekawym CV – Zdenek Ondrasek.
Dudu, Beto, Christow, Sikorski. Pamiętacie? Tak, sporo ananasów podających się za snajperów przewinęło się w XXI wieku przy Reymonta 22. Większość z nich ściągano w jednym celu, przede wszystkim aby wesprzeć Pawła Brożka w ataku. Wyjątkiem od tej reguły był głównie Daniel Sikorski, który sam miał zostać lekiem na nieskuteczność krakowian w ataku. Brożka bowiem w Wiśle wówczas nie było. Ostatecznie żaden z powyższych eksperymentów nie przyniósł pożądanego efektu. Dlatego też ściągnięcie Ondraska należało potraktować z delikatną rezerwą.
Z drugiej strony Czech, przychodząc do drużyny trenowanej wówczas przez sympatycznego Tadeusza Pawłowskiego, na tle wspomnianych wtop transferowych wyróżniał się już samymi papierami. Jasne, liga czeska i norweska to może nie są Himalaje wśród europejskich rozgrywek, ale nie można odmówić Ondraskowi niezłego dorobku strzeleckiego, którym się mimo wszystko popisał.

Ale mimo to dalej nie byliśmy do końca przekonani. Dlatego też postanowiliśmy się wstrzymać z większymi ocenami Czecha, dopóki nie zdoła on rozegrać przynajmniej kilku spotkań.
I właśnie nadszedł ten moment. Postanowiliśmy więc poddać delikatnej ocenie nowy nabytek Wisły, biorąc pod lupę różne czynniki. Otworzyliśmy swój elektroniczny dzienniczek, wpisaliśmy ocenki i wyliczyliśmy średnią arytmetyczną. Jest to ocena niepełna, wszak semestr zakończymy dopiero wraz z 37. kolejką ekstraklasy.
Gra kombinacyjna (ocena: -4)
Można było mieć początkowo obawy co do tego elementu z kilku przyczyn. Po pierwsze Ondrasek przychodził z Norwegii, gdzie preferuje się raczej prostszy futbol. Jego poprzedni klub, Tromsoe, należał właśnie do drużyn prezentujących się dość ubogo w kwestiach technicznych.
Dodatkowym problemem był również sam tegoroczny okres przygotowawczy Wisły. Ondrasek nie miał wielu okazji do gry u boku Pawła Brożka, dlatego też trudno było oczekiwać odpowiedniego zgrania się obydwu zawodników. Tadeusz Pawłowski zaś, umówmy się, nie był taktycznym geniuszem, który mógł mieć większy pomysł na grę czeskiego napastnika. I rzeczywiście, w pierwszych meczach Ondrasek wyglądał na lekko zagubionego, aczkolwiek miał swoje przebłyski gry. Niemniej dopiero z biegiem tygodni zaczął łapać z pozostałymi ofensywnymi graczami Wisły wspólny język. Wiemy, że stać go na więcej, ale z powodu zaistniałych okoliczności za ten element wpisujemy do dzienniczka czwórkę, na zachętę.











