Derby Trójmiasta elektryzują piłkarską społeczność na Pomorzu od zawsze. 42. starcie tych drużyn między sobą zapowiadało się arcyciekawie. Do Gdyni przyjechał lider, który w ekstraklasie z Arką jeszcze nie przegrał. Gdynianie, broniąc się przed spadkiem, pilnie potrzebowali punktów. Oliwy do ognia dolała decyzja prezesa Midaka o zwolnieniu trenera „Żółto-niebieskich”.
Po dość słabym spotkaniu Arka przed własną publicznością zremisowała bezbramkowo z Lechią. Informacja o zwolnieniu Zbigniewa Smółki wywołała sporo kontrowersji. Były szkoleniowiec gdyńskiego klubu dołączył do Adama Nawałki, Ricardo Sa Pinto i Franciszka Smudy, którzy w ostatnim czasie również pożegnali się ze swoimi stanowiskami.
Ostatnie derby, ostatni mecz
Już przed meczem prezes Arki Gdynia, Dominik Midak, ogłosił w social mediach, że starcie z Lechią będzie ostatnim meczem pod wodzą Zbigniewa Smółki. Były trener posadę objął w czerwcu 2018 roku. Mecz z gdańską drużyną był dla niego 32. na tym stanowisku. Ostatnim. Bez wątpienia największym osiągnięciem trenera było zdobycie Superpucharu Polski.
Przed rozpoczęciem obecnego sezonu, Smółka zapowiadał walkę co najmniej o górną ósemkę. Liga szybko zweryfikowała te plany. Zwłaszcza ostatni okres w wykonaniu jego drużyny był po prostu koszmarny. Arka nie wygrała ostatnich 11 spotkań, a sobotnia porażka ze Śląskiem była szóstą z siedmiu rozegranych tej wiosny. Mecz derbowy z Lechią miał pozostać doskonałą okazją do zakończenia swojej przygody w Gdyni pozytywnym akcentem.
Atmosfera w szeregach Arki przed derbami była napięta. Zwłaszcza wśród najbardziej zagorzałych kibiców „Żółto-niebieskich”. Kiedy dotarła do nich informacja o zwolnieniu Zbigniewa Smółki, na „Górce” zapanował entuzjazm.
– O zwolnieniu trenera dowidzieliśmy się bezpośrednio przed meczem od Zbigniewa Smółki. Nie jest to łatwe, koniec końców to zawsze zawodnicy wychodzą na boisko. Jest to też nasza porażka. Nie jest to komfortowa sytuacja. Takie jest piłkarskie życie. Gdzieś człowiek się tego spodziewał. Dziękujemy trenerowi za wszystko, za całą pracę, którą włożył w klub – Adam Marciniak, kapitan Arki Gdynia.
Bez trenera jakby lepiej
Utrata trenera nie wpłynęła negatywnie na piłkarzy Arki. Przeciwnie, niesieni dopingiem własnej publiczności gdynianie raz po raz pędzli na bramkę lidera LOTTO Ekstraklasy.
Wysoki pressing gospodarzy sprawiał ogromne problemy piłkarzom Lechii. Nie mogąc zawiązać akcji, a czasem nawet i wymienić dwóch celnych podań, musieli ratować się długimi zagraniami w kierunku osamotnionych: Haraslina, Paixao i Michalaka. Było to bez wątpienia jedno z najgorszych spotkań „Biało-zielonych” wiosną, którzy praktycznie nie stworzyli sobie żadnej stu procentowej sytuacji.










