Zarówno piłkarze Sportingu Lizbona, jak i Metalista Charków wierzą w awans do półfinału Ligi Europy. W pierwszym spotkaniu tych drużyn Portugalczycy odnieśli skromne zwycięstwo 2:1.
Zawodnicy „Lwów” podkreślają, że wynik pierwszego meczu komplikuje im trochę stracona bramka w 90. minucie, nie składają jednak broni.
– Oczywiście, każde zwycięstwo cieszy, ale szkoda, że w końcówce straciliśmy gola z rzutu karnego. Wygraliśmy jednak i teraz to przeciwnicy muszą strzelić bramkę. My także postaramy się o to – stwierdził Ricky van Wolfswinkel.
– Stracony gol w końcówce był jedynym złym momentem meczu, ale zapewniliśmy sobie przewagę i z tego należy się cieszyć. Na razie prowadzimy, ale wiemy, że w rewanżu będzie ciężko. Ważne jednak, że wygraliśmy u siebie, a to na pewno poprawi morale w zespole. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była dość słaba, dopiero po przerwie wyglądaliśmy dobrze. Jeśli zagramy tak przez cały mecz w Charkowie, możemy osiągnąć dobry wynik – stwierdził z kolei Diego Capel.
Dla gości gola dającego nadzieję na awans strzelił Cleiton Xavier.
– Sporting nas niczym nie zaskoczył, wiedzieliśmy już wcześniej, że to silna, zgrana i mająca znakomitego trenera drużyna. Dobrze się przygotowaliśmy do tego spotkania – powiedział po meczu.
We wczorajszym spotkaniu w barwach Metalista miał okazję wystąpić były piłkarz Sportingu, Marco Torsiglieri.
– Cieszę się z powrotu do klubu, bo to on umożliwił mi grę w Europie. Cieszę się też z tego, że przywitałem się z byłymi kolegami z zespołu. Na pewno po spotkaniu wierzymy w awans. Niezwykle istotny był nasz gol w końcówce, teraz do awansu wystarczy nam 1:0. Szkoda mojej żółtej kartki, przez którą nie zagram w rewanżu, ale będę wspierał kolegów. Już sam awans do ćwierćfinału jest dla nas dużym sukcesem, ale ten dwumecz jeszcze się nie skończył.










