Zawisza Bydgoszcz zdołał wygrać w pełnym emocji i bramek meczu z Olimpią Grudziądz 4:3. Bardzo duży wpływ na wynik miało wprowadzenie do gry Rafała Leśniewskiego i Michała Masłowskiego.

Zawisza Bydgoszcz bardzo dobrze spisywał się w pierwszej części sezonu, dlatego wszyscy wyczekiwali wznowienia rozgrywek, by zobaczyć, czy zespół prowadzony przez Janusza Kubota będzie w stanie powtórzyć sukces z rundy jesiennej i awansować do T-Mobile Ekstraklasy. Rywalem „Zetki” była Olimpia Grudziądz, wzmocniona kilkoma zawodnikami z przeszłością w ekstraklasie, jak np. Adam Cieśliński.
Spotkanie rozpoczęło się niemalże od zmasowanych ataków Zawiszy. Bardzo aktywni byli pomocnicy i skrajni obrońcy gospodarzy. Do 20. minuty spotkania to piłkarze Zawiszy utrzymywali się przy piłce i kontrolowali przebieg meczu. Na efekty w postaci bramki nie musieliśmy zbyt długo czekać, ponieważ dał o sobie znać zapomniany nieco Paweł Zawistowski. W 21. minucie spotkania wspomniany Zawistowski sfinalizował dwójkową akcję Geworgian – Oleksy, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Mimo że spotkanie pomiędzy Zawiszą a Olimpią to derby regionu, to na boisku brutalnej walki nie widzieliśmy, co udowadnia jedna żółta kartka, którą otrzymał Paul Grischok. Na siedem minut przed końcem pierwszej połowy wyrównał Adam Cieśliński. Były zawodnik Podbeskidzia Bielsko-Biała pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na zawodniku Olimpii i piłkarze obydwu drużyn schodzili na przerwę przy stanie 1:1.
Druga połowa rozpoczęła się od czegoś, co przed meczem było uznawane za niemalże niewiarygodne. Faworyzowany Zawisza stracił drugą bramkę i to Olimpia od 48. minuty spotkania była w bardzo komfortowej sytuacji. Doświadczony Dariusz Kłus wykorzystał nieporozumienie i gapiostwo obrony gospodarzy i bez większych problemów pokonał golkipera Zawiszy, Bojana Pejkowa. Janusz Kubot był bardzo niezadowolony z gry swoich zawodników w ofensywie i postanowił zdjąć Adriana Błąda i Pawła Strąka. Pół godziny przed końcem regulaminowego czasu gry swoją sytuację miał Jakub Wójcicki, który otrzymał bardzo dobre podanie otwierające drogę do bramki rywala. W sytuacji sam na sam z Michałem Wróblem sobie nie poradził, ale w tej sytuacji wiedział, gdzie ma się znaleźć Wahan Geworgian, który dobił strzał Wójcickiego i od tego momentu na tablicy wyników widniał wynik remisowy. W drugiej połowie mecz stał się bardzo emocjonujący i goli nie brakowało. Ponownie na prowadzenie wyszła Olimpia, tym razem za sprawą Mariusza Kryszaka, który posyła piłkę z rzutu wolnego i ta, kozłując, przelatuje obok zasłoniętego i nie do końca dobrze ustawionego Bojana Pejkowa. Radość gości nie trwała jednak długo! Zaledwie trzy minuty po straceniu bramki „Zetka” znów wyrównuje. Autorem bramki, po oskrzydlającej akcji i strzale po krótkim rogu, jest Michał Masłowski.











