Zawisza Bydgoszcz udanie zrehabilitował się za wpadkę sprzed tygodnia. Piłkarze Jurija Szatałowa wygrali na wyjeździe z Miedzią 2:1. Bohaterem spotkania został strzelec dwóch bramek dla gości, Paweł Abbott.
Początek spotkania ułożył się w sposób wymarzony dla gości. Już w 4. minucie na listę strzelców wpisał się Abbott, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki. Wcześniej błąd w kryciu popełnili obrońcy gospodarzy. Miedź mogła odpowiedzieć już po chwili, ale strzał z dystansu pewnie wybronił golkiper Zawiszy. Niezrażeni stratą bramki zawodnicy Miedzi szybko ruszyli do odrabiania strat i za swój wysiłek zostali wynagrodzeni już w 11. minucie. Pewnym egzekutorem rzutu karnego okazał się Zakrzewski. Jak na zespół, który aspiruje do TME, Zawisza prezentował się dość nieporadnie, natomiast gospodarze śmiało konstruowali kolejne akcje. W 19. minucie goście mogli ponownie wyjść na prowadzenie, ale uderzenie Błąda z woleja było minimalnie niecelne. Co nie powiodło się Błądowi, udało się Abbottowi w 23. minucie, który po dośrodkowaniu znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie i raz jeszcze z bliskiej odległości strzelił swoją drugą bramkę.

Z biegiem czasu gra przeniosła się głównie do środka pola, gdzie nie brakowało walki i nieprzepisowych zagrań. Goście zdawali się kontrolować przebieg spotkania, co pewien czas odgryzając się groźnymi kontrami. Po jednej z nich w dobrej sytuacji znalazł się Adrian Błąd, ale niecelnie uderzył sprzed pola karnego. Tymczasem w 39. minucie tylko doskonała interwencja Aleksandra Ptaka uchroniła gospodarzy od straty kolejnej bramki. Warto przy tej okazji wspomnieć o dramatycznej postawie prawego obrońcy Miedzi, Bena Starosty, który raz za razem popełniał katastrofalne błędy. Do przerwy nic zdarzyło się już nic godnego uwagi, a Zawisza schodził do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.
Początek drugiej połowy to zdecydowana dominacja gospodarzy, którzy długo utrzymywali się przy piłce, nierzadko stwarzając zagrożenie pod bramką gości. Przewaga ta nie przekładała się jednak na efekt bramkowy, bo albo nieźle radzili sobie obrońcy Zawiszy, albo pewnie poczynał sobie w bramce Andrzej Witan. Podopieczni Jurija Szatałowa skrzętnie bronili wyniku, a ich wypady w pole karne przeciwnika można było policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem gospodarze konsekwentnie bili głową w mur, a widok zwieszonych głów piłkarzy Bogusława Baniaka był coraz częstszym obrazkiem meczu.
W 81. minucie po ładnej indywidualnej akcji z dystansu uderzał Geworgian, ale górą okazał się Ptak. W ostatnich minutach Miedź podjęła jeszcze rozpaczliwe próby doprowadzenia do wyrównania, ale tego dnia Zawisza był po prostu lepiej dysponowany. Tymczasem w 85. minucie w znakomitej sytuacji znalazł się Retlewski, ale fatalnie przestrzelił. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i ostatecznie Zawisza wygrał z Miedzią w Legnicy 2:1.











