Po nudnym spotkaniu mecz Zawiszy z Arką zakończył się bezbramkowym remisem. Mecz w Bydgoszczy nie zachwycił, choć zapowiadał się na smakowity kąsek dla fanów ofensywnej gry.
Spotkanie między Zawiszą a Arką rozpoczęło się kilkoma nieprzygotowanymi atakami. W 8. minucie kibice gospodarzy zdążyli już ucieszyć się z gola, jednak sędzia asystent zauważył pozycję spaloną Daniela Mąki i bramki nie uznano. Pięć minut później Wójcicki minął jednego z obrońców i groźnie strzelał, jednak Miszczuk był w tej sytuacji uważny i obronił to uderzenie. Chwilę po tej akcji znów atakował Wójcicki, wbiegł w pole karne i upadł po kontakcie z Jarzębowskim, ale arbiter nakazał grać dalej.

Kolejne minuty upływały w dość sennym tempie, brakowało dokładnych ostatnich podań i dośrodkowania z obu stron padały łupem bramkarzy lub chłopców do podawania piłek. W 35. minucie dobrą akcję przeprowadził Ostalczyk, dograł do Mąki, ale ten kopnął zbyt słabo, aby sprawić Miszczukowi kłopoty. Na cztery minuty przed zejściem do szatni Wójcicki dograł do Masłowskiego, ale jego strzał w dobrym stylu obronił golkiper gości. To była ostatnia groźna sytuacja w pierwszej połowie.
Druga część meczu zaczęła się od dość niewinnego strzału Masłowskiego z 30. metra, ale piłka minęła słupek bramki przyjezdnych. Po godzinie gry doskonałą sytuację miał Mąka. Napastnik Zawiszy doszedł do dośrodkowania na długi słupek, ale zachował się fatalnie i nie trafił do bramki z najbliższej odległości. To była stuprocentowa okazja.

Trzeba przyznać, że sam mecz nie zachwycał. Gra była rwana, a klarownych sytuacji – jak na lekarstwo. W 72. minucie znów blisko szczęścia był Masłowski, który próbował kilkakrotnie strzelać z dystansu, ale zabrakło precyzji. Na pięć minut przed końcowym gwizdkiem w pole karne Zawiszy wbiegał Szwoch, ale w ostatnim momencie został zablokowany.
Do końca meczu nie obejrzeliśmy już niczego ciekawego i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Dużo więcej spodziewaliśmy się po tym spotkaniu. Aktywny Wójcicki nie wystarczył na Arkę. Swoją sytuację zaprzepaścił Mąka, który z dwóch metrów nie trafił w światło bramki. Goście byli bezbarwni, chaotyczni, niezorganizowani. Oczekiwaliśmy od nich więcej, szczególnie po ostatnim spotkaniu. Jedynym jasnym punktem Arki był skrzydłowy Radzewicz.











