To było starcie godne miana hitu 5. kolejki. Arka przegrała na własnym stadionie z Zawiszą 0:1. Goście kończyli mecz w ósemkę, a Nwaogu nie wykorzystał rzutu karnego w końcówce spotkania.
Arka Gdynia i Zawisza Bydgoszcz to zespoły, które należą do grona faworytów w walce o awans do T-Mobile Ekstraklasy. Spotkanie, które z pewnością zasługiwało na miano hitu 5. kolejki, miało dostarczyć kibicom wielu emocji. Wystarczyło wrócić do ostatniego starcia tych drużyn w Gdyni, w którym Arka pokonała Zawiszę 5:2, aby mieć nadzieję na wiele ciekawych akcji i bramek.

Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli gospodarze. Już w 3. minucie Tomasik potężnie uderzył na bramkę Zawiszy. Witan złapał piłkę na linii bramkowej. Chwilę później przed szansą stanął Szwoch, który w sytuacji sam na sam próbował przelobować bramkarza gości. Witan jednak zachował zimną krew i złapał futbolówkę. Po tych akcjach Arki tempo meczu znacznie siadło. Kilka uderzeń z dystansu zarówno gospodarzy, jak i gości nie przyniosło efektu w postaci bramki. Piłkarze koncentrowali się na budowaniu ataków pozycyjnych. Większa część gry toczyła się w środku pola.
W 34. minucie dobrego dośrodkowania Zawistowskiego z rzutu wolnego nie wykorzystał Abbott. Piłka po strzale głową napastnika Zawiszy minimalnie minęła słupek bramki Szlagi. Minutę później strzału próbował Błąd, jednak piłka trafiła w jednego z obrońców gospodarzy i wyszła na rzut rożny. W końcówce pierwszej połowy Mąka uderzał na bramkę Arki, jednak bardzo niecelnie. W odpowiedzi Dettlaff zdecydował się na strzał z około dwudziestu metrów, a futbolówka przeleciała tuż nad poprzeczką bramki Zawiszy. Piłkarze obu ekip w pierwszej połowie nie potrafili trafić do siatki i do szatni schodzili przy bezbramkowym remisie.

Druga połowa rozpoczęła się od znakomitej akcji gości. Zawistowski dośrodkował piłkę w pole karne, a pierwszy do niej dopadł Abbott. Jednak strzał napastnika Zawiszy kapitalnie obronił Szlaga. Minutę później było już jednak 1:0 dla gości. Po krótko rozegranym rzucie rożnym piłka trafia do Skrzyńskiego, który zdecydował się na strzał zza linii pola karnego. Bramkarz Arki zdołał strzał obronić, futbolówka jednak po tej interwencji trafiła wprost pod nogi Daniela Mąki. Pomocnik gości trafił w nią nieczysto, jednak na tyle skutecznie, że piłka wpadła do bramki.












