Zapomniani: Roger Guerreiro


6 grudnia 2015 Zapomniani: Roger Guerreiro

Prawdziwy piłkarski obieżyświat. Zwiedził Brazylię, Hiszpanię, Grecję, Cypr… no i Polskę. Mimo że w naszym kraju spędził tylko cztery lata, to zdążył rozkochać w sobie miliony Polaków, a przede wszystkim Leo Beenhakkera i Lecha Kaczyńskiego, gdyż za sprawą tych dwóch panów Roger zadebiutował w naszej kadrze 27 maja 2008 roku.


Udostępnij na Udostępnij na

Trochę minęło od tamtego czasu, ale większość kibiców raczej mile wspomina tego Brazylijczyka Polaka, zwłaszcza okres, w którym występował raz z Edsonem. To była prawdziwa piłkarska samba. Miło było patrzeć na ich zabawy, bo trudno to nazwać katorgą. Przewyższali umiejętnościami całą ligę, a to wszyscy przyjmowali z uśmiechem na ustach. Edson nawet nie musiał za dużo biegać, żeby kąsać z rzutów wolnych, a Roger to już czysta finezja.

Komu obywatelstwo, komu?

Zauroczył nas swoim brazylijskim luzem. Wszystko mu wychodziło, a obrońcom pozostało tylko oglądanie jego popisów z pozycji leżącej. Wystarczyło kilka popisowych zagrań, kilka pięknych dryblingów, kilka ważnych bramek i nagle zaczęło się mówić o możliwej naturalizacji. „Skoro z Olisadebe się udało, to dlaczego nie spróbować jeszcze raz…” – tego zdania byli działacze PZPN-u, którzy zaczęli walczyć o „polskość”, mimo że z naszym krajem nie łączyło go nic, poza tym, że przez kilka lat wdychał to samo powietrze i zajadał się naszymi przysmakami. Nie miał polskich przodków, nie miał polskiej żony, a jedynie kopał piłkę na polskich boiskach. I tyle. To wystarczyło, żeby rzucić dalej temat i postarać się o papiery dla Brazylijczyka. Cała operacja zakończyła się sukcesem, a Roger nie krył zadowolenia, że taki obrót sprawy otworzy mu kolejne piłkarskie furtki – Wcale nie zamierzam ukrywać, zresztą nigdy tego nie robiłem, że paszport jednego z krajów Unii Europejskiej bardzo ułatwiłby mi karierę. Chyba nie ma w tym nic złego.

Kibice zadowoleni, Roger zadowolony, Beenhakker zadowolony. Jedno dodatkowe obywatelstwo nikomu krzywdy nie zrobi. Wtedy wielu kibicom nie przeszkadzał Brazylijczyk w kadrze, a dzisiaj krzyczymy o „farbowanych lisach”, mimo że wszyscy mają polskie korzenie (rodzice, dziadek, miejsce urodzenia). Roger nie miał NIC wspólnego z naszą ojczyzną, ale skoro strzelał bramki i się uroczo uśmiechał, to traktowaliśmy wszystkie niejasności z przymrużeniem oka.

Opłacalny interes

Daliśmy Rogerowi paszport, a on nam bramki w reprezentacji. Taka transakcja, obopólna korzyść. Wszyscy zadowoleni. Roger zrobił swoje, dostał europejskie papiery i… wyemigrował do Grecji. Miał to być finansowy awans, a skończyło się powolnym piłkarskim zjazdem i zaległościami klubu wobec zawodnika. Grecki sen z czasem stał się koszmarem i do tej pory nie odzyskał on należnych pieniędzy. Miało być przyjemne kopanie piłki, słońce, plaża, wakacje, zabawa, a skończyło się ucieczką do Brazylii.

Powrót do rodzinnego kraju potraktował w kategoriach resetu, odpoczynku od problemów. Miał naładować baterie i ponownie ruszyć na podbój Europy. Marzyły mu się ponowne występy w polskiej ekstraklasie, ale żadne konkretne oferty nie przychodziły, lata uciekały, więc trzeba było łapać się pierwszej ciekawszej propozycji. Nadeszła w tym roku z Cypru i Roger długo nie zastanawiał się nad transferem, tym bardziej że w brazylijskiej lidze również kluby miewają poważne problemy finansowe. W Comercial FC powrócił grecki koszmar. Tym razem nie czekał kilku lat i szybciej opuścił tonący statek, zasilając szeregi beniaminka, Arisu Lemessou. Mimo że w nowym klubie jest bezsprzecznie największą gwiazdą, to za samo nazwisko nie przyznają abonamentu na pierwszy skład.

Przekonał się o tym już w 3. kolejce obecnego sezonu, kiedy zasiadł na ławce rezerwowej, z której podnosi się sporadycznie, a czasem ląduje nawet na trybunach. Jego piłkarski żywot dobiega końca. Kiedy odchodził z Legii, mając na koncie kilkanaście występów w kadrze Polski, wróżono mu niezłą karierę. Zasiedział się w zadłużonym AEK-u Ateny, gdzie spędził cztery sezony i strzelił… cztery bramki. Grecja miała być dla niego przystankiem na drodze do lepszego klubu, a okazała się traumą. Do dzisiaj Grecy są mu winni prawie milion euro! Niedawno wspominał, że marzy mu się powrót do Polski, gdzie w barwach Legii skończyłby karierę. Kiedyś włodarze klubu bez wahania zdecydowaliby się na taki krok, ale dzisiaj musieliby to mocno przekalkulować, skoro w cypryjskim beniaminku ogląda mecze z poziomu trybun. A kiedyś raczył nas takimi zagraniami…

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze