Żalgiris Wilno jako pierwsza w historii litewska drużyna zagra w fazie grupowej europejskich pucharów. Na dodatek wciąż znajduje się w grze o Ligę Mistrzów. To z pewnością ważny impuls dla pogrążonego w kryzysie futbolu na Litwie.
W ubiegłym tygodniu Żalgiris niespodziewanie pokonał 1:0 Malmoe FF. Mistrz Szwecji był przed tym spotkaniem zdecydowanym faworytem, dlatego porażkę w w Wilnie mógł uznać za wypadek przy pracy. Rewanż rozegrany w Malmoe nie pozostawił jednak żadnych złudzeń. Litwini wygrali ze Szwedami 2:0 i w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów zagrają z norweskim Bodo/Glimt.
To kolejny bardzo wymagający przeciwnik z punktu widzenia Żalgirisu. Bodo/Glimt co prawda w pierwszym meczu drugiej rundy przegrało 0:1 z północnoirlandzkim Linfield FC, ale w rewanżu rozgromiło go 8:0. Na zespole z Wilna nie będzie jednak ciążyć większa presja. Już w tej chwili osiągnęli bowiem ogromny sukces, bo na pewno zagrają w fazie grupowej Ligi Europy albo Ligi Konferencji Europy.
Trzynaście lat odrodzenia
Popularni „Zaliai Balti” są najbardziej utytułowanym klubem na Litwie, dlatego regularnie występują w europejskich pucharach. Często potykali się jednak już na pierwszej przeszkodzie. To nie zniechęcało dyrektor wykonawczej Vilmy Venslovaitiene, która w 2009 roku zaczęła wdrażanie koncepcji odrodzenia Żalgirisu.
W udzielonym po meczu z Malmoe wywiadzie dla portalu 15min.lt Venslovaitiene była pytana o źródła sukcesu swojego klubu. Stwierdziła w nim, że poprzednie podejścia do europejskich pucharów nie były zbyt udane, bo zespół nie miał tak świetnego trenera. Co natomiast zaważyło o awansie Żalgirisu według naszego rozmówcy, Rafała Kobzy z portalu Baltyckifutbol.pl?
– Trudno tak naprawdę powiedzieć, biorąc pod uwagę, że w dwumeczach z Ballkani i Malmoe drużyna z Wilna zaprezentowała dwa skrajnie różne oblicza. I o ile ten pierwszy awans był wymęczony, o tyle promocja wywalczona wczoraj odbyła się w naprawdę dobrym stylu. Zwłaszcza że Szwedzi są przecież wyżej notowanym zespołem niż mistrz Kosowa.










