Zagraniczni szkoleniowcy. W XXI wieku na ławkach trenerskich w ekstraklasie przewinęło się ich niemal trzydziestu. Czy dużo, czy mało to kwestia dyskusyjna. Zawsze znajdą się zarówno znudzeni polską karuzelą, jak i „narodowcy”. Trzeba jednak przyznać, że w ostatnich miesiącach ich reputacja spadła. To już nie te czasy, gdy jeszcze dwa lata temu Michał Probierz wojował szabelką przeciwko nim na konferencjach prasowych. Mało tego, już nawet w Legii mają dość kolejnych zagranicznych prób, taką czkawką odbiły im się romanse z Czerczesowem i Hasim. Gdzie leży przyczyna? Oczywiście tam, gdzie zawsze – w rezultatach.
Po każdym z zagranicznych trenerów oczekiwaliśmy nie tylko wyników, ale też wprowadzenia do Polski czegoś nowego. A jak wyszło w praktyce? Różnie. Postanowiliśmy dziś zerknąć na temat pod kątem regionalizmu. Nasi ligowi włodarze próbowali już wielu wariantów, tych mniej lub bardziej egzotycznych. Który okazał się najbardziej wartościowy? Co mówią liczby?
Myśl czesko-słowacka
(Werner Licka, Dusan Radolsky, Radoslav Latal, Jan Kocian, Pavel Hapal, Stanislav Levy, Josef Csaplar, Frantisek Straka, Jiri Necek, Libor Pala, Miroslav Copjak, Martin Pulpit, Pavel Malura)
Liczba spotkań: 530
Liczba punktów: 822
Średnia punktów: 1,55
Trudno odszukać w archiwach sezon ekstraklasy bez przynajmniej jednego przedstawiciela naszych południowych sąsiadów. Z czeskimi i słowackimi szkoleniowcami jest trochę jak z piłkarzami – lubimy ich ściągać, ponieważ są tani, łatwo mogą się zaaklimatyzować w naszych realiach, a i czasem potrafią dorzucić coś od siebie. Dowodów daleko szukać nie musimy, wystarczy zerknąć na Gliwice w poprzednim sezonie. Sceptycy jednak w sukcesie Latala mogą dostrzec nieco ideologii niemieckiej, wszak obecny trener Piasta nie ukrywa swoich zamiłowań do „bundesligowego” warsztatu.
Co z innymi? Cóż, bez większych zaskoczeń – jeden miszmasz. W gronie znajdziemy Wernera Lickę, rekordzistę wśród zagranicznych szkoleniowców w ekstraklasie – pracował w niej łącznie cztery lata. Całkiem niezły okres miał również Jan Kocian, w pewnym momencie nagradzany tytułem najlepszego trenera ligowego, zresztą całkiem zasłużenie, biorąc pod uwagę jego wyniki z Ruchem. Dusana Radolskiego pamiętamy zaś za rewelacyjne występy w pucharach. Inna sprawa, że jego następne przygody już tak rewelacyjne nie były.
I tyle, jeśli chodzi o celne strzały. Reszta to już nieudane eksperymenty lub klęski. Libor Pala przeszedł do legendy za swoje irracjonalne metody, Necek przypominał raczej dobrego wujka przywożącego na imieniny Becherovkę, a Straka kojarzy się głównie z szalonymi reakcjami pomeczowymi.
No i oczywiście on, Stanislav Levy.












