Kibice z Lubina odetchnęli z ulgą. Ich miejscowa drużyna, dzięki zwycięstwu odniesionemu nad Cracovią, zapewniła sobie utrzymanie. To już drugi taki sezon z rzędu, gdy fani do ostatnich kolejek nie byli pewni czy za drużyną będą jeździć do Warszawy, czy do Niepołomic. Wydaje się jednak, że wszystko w obozie „Miedziowych” idzie w dobrym kierunku. Podopiecznych Waldemara Fornalika niewątpliwie stać na coś więcej, niż na coroczną walkę o byt. Czy Zagłębie może okazać się czarnym koniem przyszłego sezonu?
Był taki moment w tej rundzie, gdzie niebo nad Lubinem spowiły czarne chmury przeszłości, kiedy to Zagłębie prowadził Piotr Stokowiec. Zagłębie rozochocone trzema wygranymi z rzędu samo zaczęło sobie strzelać w kolano i komplikować sytuację. Fatalna gra z Górnikiem, niewykorzystane sytuacje z Wisłą Płock i Wartą Poznań poważnie zachwiały wizją spokojnego utrzymania.
Dziś jednak wygląda to tak, że maszyna Waldemara Fornalika zaczyna pracować na właściwych obrotach. Wygrana z Widzewem, wręczenie biletu do 1. Ligi Lechii Gdańsk i gol Łukasza Łakomego z Cracovią zapewniają lubinianom ekstraklasę na następny rok.
„King” – echa przeszłości
Wszyscy znamy ekstraklasową rzeczywistość. Całe szczęście działacze KHGM Zagłębia Lubin nie podjęli żadnych nerwowych ruchów, kiedy to drużynę objął delikatny kryzys. Waldemar Fornalik dostał na tyle duży kredyt zaufania, że spokojnie mógł pracować z drużyną. Górnolotnie można nawet szukać pewnych podobieństw do jego początków pracy w Gliwicach. W bólach wywalczone w ostatniej kolejce utrzymanie, rok później – mistrzostwo. Sam Fornalik niejednokrotnie podkreślał, że wierzy w cel jaki postawiono mu na Dolnym Śląsku. Nawet po przegranych meczach ufał w swój proces.
– Przegraliśmy ważne spotkanie, ale nie przegraliśmy całej batalii, którą toczymy, czyli gry o utrzymanie w ekstraklasie. Wierzę w naszą pracę i musimy wrócić do tego, co było na początku rundy. Coś się zacięło, zwłaszcza ze zdobywaniem goli – mówił po przegranym 0:2 meczu z Górnikiem Zabrze.
Przepis na sukces
I właśnie ze zdobywaniem goli „Miedziowi” mieli największy problem. Zaledwie 32 zdobyte bramki plasują ich dopiero na 5. miejscu od końca pod względem tej statystyki. Mniej strzelali tylko Lechia, Miedź, Śląsk i Radomiak, czyli drużyny, które spadek mają już zapewniony albo przed nim się bronią.












