W jednym z najciekawszych niedzielnych spotkań 10. kolejki Primera Division, Villarreal pokonał Athletic Bilbao 4:1 i dzięki temu zwycięstwu utrzymał po dziesiątej serii spotkań trzecie miejsce w tabeli.
Faworyt przed tym spotkaniem mógł być tylko jeden – zajmujący trzecią pozycję Villarreal, nie przegrał jeszcze w tym sezonie na El Madrigal, odsyłając bez choćby punktu Espanyol, Deportivo, Racing i Atletico. Niepokoić mogła tylko niestabilna forma podopiecznych Juana Carlosa Garrido – ostatnie dwa mecz w lidze tylko zremisowali. Punkt ze Sportingiem Gijon wywalczyli w doliczonym czasie gry. Dodatkowo „Żółtej Łodzi Podwodnej” nie powiodło się w tym tygodniu także w Lidze Europejskiej, gdyż przegrali na wyjeździe z Arisem Saloniki 0:1. Przeciwko gospodarzom wybiegł natomiast zespół, którego styl w ostatnim meczu przeciwko Getafe niektórzy porównywali do Barcelony z zeszłego sezonu.

Pierwszą dobrą sytuację już w 2. minucie stworzyli sobie gospodarze, ale do długiego podania wybiegł Nilmar, ale dzięki szybkości Iraizoza goście nie stracili bramki. Kiedy wydawało się, że gospodarze strzelą szybko pierwszego gola, nieoczekiwanie to goście wyszli na prowadzenie – w 6. minucie do dośrodkowania Aurenetxe wyskoczył oczywiście Fernando Llorente i strzałem głową pokonał Diego Lopeza. Gol ten tchnął nadzieję na korzystny rezultat w ekipę gości, gdyż w tym sezonie nie przegrali jeszcze meczu, kiedy jako pierwsi obejmowali prowadzenie.
Szybko stracony gol jeszcze bardziej zmotywował graczy w żółtych strojach do walki – w 10. i 15. minucie powinni byli wyrównać, ale najpierw Rossi nie zdołał pokonać Iraizoza, a chwilę później po szybkiej kontrze ten sam piłkarz po raz kolejny nie zdołał pokonać Baska, przegrywając sytuację sam na sam. Villarreal zdominował w pierwszej części spotkanie i stwarzał sobie mnóstwo sytuacji, jednak wyrównał dopiero w 39. minucie – po centrze Borjy Valero do piłki wyskoczył Iraizoz, ale nie sięgnął piłki, a ta spadła na głowę Nilmara, który nie miał problemów z umieszczeniem jej w siatce. Gol ten należy zapisać na konto bramkarza, który powinien przynajmniej wypiąstkować lecącą piłkę. Jednak prawdziwie katastrofalnym zagraniem „popisał się” tuż przed przerwą. Naciskany przez Rossiego Aurtenetxe odegrał futbolówkę do bramkarza, ten natomiast z pierwszej piłki chciał ją odegrać do najbliższego obrońcy. Uczynił to jednak tak niefortunnie, że ta trafiła do Santiago Cazorli. Posłał futbolówkę do siatki, obok rozpaczliwie próbującego naprawić swój błąd Iraizoza.
Wynik 2:1 do przerwy i tak nie oddawał przewagi, jaką mieli gospodarze w pierwszych 45. minutach. Brakowało im jednak skuteczności, i gdyby nie błędy Iraizoza, to piłkarze z Kraju Basków mogliby nieoczekiwanie prowadzić. Goście, poza bramkową sytuacją, nie stworzyli sobie żadnej groźnej akcji i zupełnie nie przypominali drużyny, która tydzień temu w świetnym stylu ograła Getafe.











