Dwie kolejki do końca. Trzy drużyny w grze o tytuł mistrzowski. Sezon 2015/2016 przejdzie do historii jako jeden z najbardziej wyrównanych w ciągu 84 lat istnienia La Liga. Tylko jedenaście razy mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której w przedostatniej kolejce w walce o tytuł mistrzowski pozostawały trzy zespoły.
Gra się do samego końca
Pierwsza taka sytuacja miała miejsce w pierwszym sezonie po wojnie domowej, w kampanii 1939/1940. Przed ostatnią kolejką w grze pozostawały Sevilla, która była liderem, Atletico Aviacion (dziś Atletico Madryt) i Real. Zespół z Andaluzji przegrał swoje spotkanie z Herculesem, co wobec wygranej Atletico z Valencią sprawiło, że po tytuł sięgnęli właśnie „Rojiblancos”. Jeszcze ciekawiej było w sezonie 1950/1951, kiedy to o mistrzostwie zdecydowało bezpośrednie starcie dwóch pretendentów. Atletico zremisowało z Sevillą 1:1 (w grze była jeszcze Valencia). Wynik ten przyniósł „Atleti” triumf w całych rozgrywkach.
Temporada 1970/1971 to znów walka Atletico do samego końca. Tym razem ochotę na tytuł miały również Valencia i Barcelona. Wobec remisu w bezpośrednim starciu klubów z Madrytu i Katalonii tytuł powędrował w ręce „Los Ches”.

„Barca” była w takiej sytuacji między innymi w sezonie 1981/1982. „Blaugrana” roztrwoniła przewagę pięciu punktów nad grupą pościgową i przed ostatnią kolejką spadła na trzecie miejsce. Liderem był Real Sociedad, który dzięki zwycięstwu nad Athletikiem w ostatniej kolejce wygrał ligę. Natomiast w kampanii 1999/2000 liderem przed ostatnią serią było Deportivo, które miało trzy punkty przewagi nad Zaragozą i „Dumą Katalonii” właśnie. „Depor” wygrało swoje spotkanie i przypieczętowało bardzo dobry sezon zdobyciem mistrzostwa.
Ostatnia taka sytuacja miała miejsce w sezonie 2005/2006. Do decydującej kolejki z taką samą liczbą punktów przystępowały Barcelona i Real, bezpośredni stosunek starć przemawiał na korzyść „Królewskich”. Na potknięcia rywali liczyła Sevilla, która traciła do wspomnianej dwójki dwa punkty. Real wygrał jednak swoje spotkanie i sięgnął po kolejny w swojej historii tytuł mistrzowski.
Barcelona – Espanyol
Jeszcze kilka tygodni temu nikt nie wyobrażał sobie, że Barcelona może nie zdobyć mistrzostwa. Dziś taki scenariusz jest prawdopodobny. I wydaje się, że najwięcej do powiedzenia w tej kwestii będzie miał właśnie Espanyol. Po katastrofalnym przełomie marca i kwietnia wszystko wróciło na właściwe tory. Barcelona grała efektownie i skutecznie. Tym razem jednak będzie to pojedynek derbowy. Wyświechtane powiedzenie o tym, że rządzą się one swoimi prawami, nie będzie wcale nadużyciem. Lokalni rywale Barcelony potrafią napsuć bardziej utytułowanym kolegom sporo krwi. Wystarczy przypomnieć sobie remis z rundy jesiennej czy też dwa niezwykle zacięte, czego nie widać może po wynikach, spotkania w Pucharze Króla. „Papużki” są specjalnie zmotywowane na każdy mecz z „Dumą Katalonii”. Tym razem jednak Espanyol staje przed szansą upokorzenia odwiecznego rywala i zagrania mu na nosie poprzez przyczynienie się do przegrania przez Barcelonę walki o mistrzostwo. Jedno jest pewne – będą trzeszczały kości. Mogę to wam zagwarantować. Niech nie zmylą was uśmiechnięte twarze trenerów obu ekip.











