Kolejny mecz wyjazdowy Arki Gdynia, w którym na zwycięstwo liczyli już chyba tylko najwierniejsi kibice „Żółto-Niebieskich”. Kiedy podopieczni Dawida Szwargi grają w delegacji to ich rywale już przed spotkaniem mogą w ciemno dopisać sobie 3 punkty. Nie inaczej było we wczorajszym zaległym meczu z Radomiakiem, który już w 8. minucie prowadził 2:0. Nieprawdopodobne jest to jak skrajnie inne wyniki „Arkowcy” notują u siebie i na wyjeździe. W meczach rozgrywanych w Gdyni Arka jest najlepiej punktującą drużyną w lidze. Z kolei w spotkaniach wyjazdowych punktuje najgorzej i to bardzo zdecydowanie i konsekwentnie. 11 meczów, 0 zwycięstw, 1 remis, 10 porażek i bilans bramkowy 3:27 - taką formę prezentują „Żółto-Niebiescy” w tym sezonie na wyjazdach. Pozostaje tylko współczuć kibicom z Gdyni, którzy jeżdżą za swoją drużyną na każdy mecz i pokonują setki kilometrów.
Wyjazdowy impas
Gdyńscy kibice liczyli, że zaległy mecz z Radomiakiem może być tym, w którym Arka Gdynia w końcu zapunktuje na wyjeździe. Tym bardziej, że ostatnie dwa spotkania u siebie dawały powody do optymizmu. Powrót do meczu i wygrana z „Gieksą” oraz obiecujące derby z Lechią, w których „Arkowcy” prowadzili już 2:0. Gra Arki naprawdę mogła się podobać, a kilku jej piłkarzy wydawało się być w dobrej formie. Szybko jednak okazało się, że ten zespół u siebie, a na wyjeździe to dwa zupełnie inne oblicza. Wręcz nie do wiary jest to jak wielka sinusoida jest pomiędzy wynikami podopiecznych Dawida Szwargi w meczach domowych i wyjazdowych. Żadna drużyna w lidze nie jest aż tak rozchwiana pod tym względem.
Najbardziej niepokojące kibiców Arki jest to, że ich zespół już od pierwszego gwizdka w meczach wyjazdowych wygląda fatalnie. Niemal w każdym spotkaniu Gdynianie tracą bramkę już w pierwszym kwadransie gry. W Radomiu już w 8. minucie przegrywali 0:2 i kolejny raz można było uznać, że jest po meczu. Jak bardzo w piłkarzach Arki musi siedzieć ten brak wyjazdowych punktów, że od pierwszej minuty wyglądają na sparaliżowanych. W szatni przed meczem zapewne padają mocne słowa motywacyjne, aby przełamać w końcu ten impas. Jednak wszystko pryska kiedy sędzia gwiżdże po raz pierwszy i trzeba zacząć grać w piłkę. 1 punkt i tylko 3 zdobyte bramki w 11 meczach to delikatnie mówiąc wynik wstydliwy, tak samo dla piłkarzy jak i dla trenera. Na jedno by wyszło gdyby Arka Gdynia po prostu oddała mecze wyjazdowe walkowerem.
6 i 8, 5, 14, 13, 16, 3 i 7, 9, 9.
To nie numery totolotka. To minuty, w których Arka traciła pierwsze bramki w Radomiu, Szczecinie, Niecieczy, Zabrzu, Białymstoku, Lubinie, Łodzi i Katowicach.
8 z 11 wyjazdów z golem/golami straconymi w pierwszych 16 minutach. #RADARK
— Miłosz Romański (@MiloszRom) March 5, 2026
Radomiak Radom 3:1 Arka Gdynia
Spotkanie Radomiaka z Arką pierwotnie miało odbyć się 30 stycznia, lecz zostało odwołane z powodu braku prądu na stadionie w Radomiu. Wtedy byłby to pierwszy ligowy mecz obydwu drużyn w tym roku kalendarzowym. Starcie zostało jednak przeniesione na 5 marca, więc zarówno Radomiak jak i Arka przystępowały do tego spotkania w pełni rozgrzane sezonem. Podopieczni Goncalo Feio mimo, że nie zanotowali w tej rundzie jeszcze żadnego zwycięstwa, byli faworytem tego meczu. Nie z powodu słabej formy Arki, lecz przez to, że piłkarze Dawida Szwargi spisują sie fatalnie na wyjazdach. Nie inaczej było i tym razem, bo Radomiak już w 8. minucie prowadził 2:0 i mógł mieć ten mecz pod kontrolą. W pierwszej połowie goście z Gdyni nie istnieli na boisku, a na domiar złego w 11. minucie kontuzji doznał Luis Perea.
Druga część gry to zdecydowanie lepsza postawa Arki, która w 56. minucie zdobyła bramkę kontaktową. W dalszej fazie meczu „Arkowcy” przejęli inicjatywę i mogli doprowadzić do remisu. Jednak fantastycznie w bramce Radomiaka spisywał się Filip Majchrowicz, który w jednej akcji trzykrotnie powstrzymywał piłkarzy Arki. Jak mawia klasyk „niewykorzystane okazje lubią się mścić”, zatem w 77. minucie Radomiak strzelił gola na 3:1 i zamknął to spotkanie. Drużyna z Radomia wreszcie zaliczyła pierwsze zwycięstwo w tym roku. Patrząc jednak na wyjazdowe wyniki Arki w tym sezonie to ten mecz nie mógł zakończyć się inaczej.
⏱️ 𝐊𝐎𝐍𝐈𝐄𝐂 | Bez zdobyczy punktowej w Radomiu.#RADARK 3:1 pic.twitter.com/sD77aVrPZu
— Arka Gdynia (@ArkaGdyniaSA) March 5, 2026
Czas na zmiany
W meczu derbowym z Lechią Gdańsk wydawało się, że Dawid Szwarga wystawił swoją najsilniejszą pierwszą jedenastkę. Jednak nie wiedzieć czemu na spotkanie z Radomiakiem trener Arki postanowił dokonać dwóch zmian w składzie. Na ławce rezerwowych usiedli Kamil Jakubczyk oraz Edu Espiau, a w ich miejsce wskoczyli Aurelien Nguiamba i Vladislavs Gutkovskis. Jakubczyk pojawił się jednak na boisku już w 11. minucie, ponieważ kontuzji doznał Luis Perea. Po porażce w Radomiu kibice utwierdzili się tylko w tym, że najlepszy skład to ten, który wybiegł na derby. Gutkovskiskowi przeciwko Radomiakowi można przypisać dwa gole, ale nie na tą bramkę, na którą powinien strzelać. Z kolei Nguiamba zawinił przy stracie gola na 0:2 oraz otrzymał żółtą kartkę, która wyklucza go z gry w następnym meczu.
Trzeba się także zastanowić nad obsadą bramki Arki Gdynia. Damian Węglarz na poziomie 1. Ligi oraz na początku tego sezonu ekstraklasy spisywał się naprawdę dobrze. Wielokrotnie zapobiegał utracie gola i pomagał drużynie w utrzymaniu wyniku. Jednak już od dłuższego czasu forma bramkarza „Żółto-Niebieskich” pozostawia wiele do życzenia. Nieprzypadkowo Arka Gdynia straciła w tym sezonie aż 41 bramek, co jest drugim najgorszym wynikiem w lidze. Być może Dawid Szwarga zdecyduje się na taką zmianę i da szansę Jędrzejowi Grobelnemu. Podsumowując, gołym okiem widać kto w szeregach Arki jest w dobrej formie i zasługuje na grę w pierwszej jedenastce. Na najbliższy mecz zdecydowanie nie powinien się w niej znaleźć Gutkovskis, po którym widać, że swoje najlepsze lata ma już raczej za sobą. Edu Espiau na tę chwilę prezentuje się lepiej i wydaje się być bardziej optymalną opcją.

Mecz prawdy z Wisłą Płock
Już w najbliższy poniedziałek piłkarzy Arki czeka kolejne wyjazdowe spotkanie, tym razem z Wisłą Płock. Podopieczni Mariusza Misiury byli rewelacją rundy jesiennej, ale na wiosnę zanotowali tylko jedno zwycięstwo. „Nafciarze” przegrali 4 swoje ostatnie mecze, w których strzelili zaledwie jedną bramkę. Domowe spotkanie u siebie przeciwko Arce Gdynia brzmi jak idealny moment na przerwanie tej niechlubnej serii. Jednak „Żółto-Niebiescy” myślą pewnie podobnie i co wyjazd liczą, że przełamią impas. Do piłkarzy Wisły powoli mogą wracać demony sprzed kilku lat. W sezonie 2022/2023 Płocczanie spadli z ekstraklasy, mimo że po kilku pierwszych kolejkach byli liderem tabeli. Teraz jednak dłużej utrzymywali się na szczycie i zdobyli już tyle punktów, że widmo spadku raczej im nie grozi.
Z kolei podopieczni Dawida Szwargi bez przerwy muszą drżeć o byt w ekstraklasie. Obecnie mają 26 punktów na swoim koncie, zatem tylko o jeden więcej niż będąca tuż za plecami Legia. Jeśli piłkarze Arki nie zaczną w końcu punktować na wyjazdach to trudno wierzyć w to, że utrzymają się w lidze. Co prawda, Gdynianie fantastycznie punktują u siebie, ale i to może nie wystarczyć. Można więc uznać, że starcie z Wisłą Płock będzie dla „Żółto-Niebieskich” meczem prawdy. Arka Gdynia może przełamać wreszcie wyjazdowy impas i dać sobie szansę na pozostanie w ekstraklasie lub znowu przegrać i być może na dobre wylądować w strefie spadkowej.