Pierwsze zwycięstwo Wisły Płock w rundzie wiosennej stało się faktem. Rewelacja początku sezonu ostatnio znacznie obniżyła loty, przegrała bowiem pięć spotkań z rzędu, z czego aż trzy z drużynami, które znajdują się w strefie spadkowej. Wczoraj udało jej się przełamać niechlubną passę i nareszcie poczuć smak zwycięstwa. Czy mecz z Wartą Poznań można uznać za przełamanie i początek powrotu do górnych rejonów tabeli, czy jedynie za wypadek przy pracy? Zapraszamy do lektury.
Zaległy mecz drużyn ze środka tabeli, które nie walczą ani o puchary, ani o utrzymanie. Spotkanie o małym poziomie napięcia? Nie do końca. Wszystko za sprawą ostatnich poczynań Wisły Płock. Aby w miarę spokojnie przejść przez sezon w ekstraklasie, należy naprzemiennie wygrywać i przegrywać, czasem dorzucić jakiś remis. Tak jak robi to na przykład Śląsk Wrocław. Czasem coś mu wyjdzie, czasem nie i tak tkwi w przeciętności, ale za to jest stabilnie i unika większych kryzysów.
Wisła Płock, zaczynając sezon od kilku zwycięstw, w dodatku w znakomitym stylu, znacznie pobudziła apetyty kibiców. Oczekiwania wobec klubu automatycznie wzrosły. Wiadome było, że z czasem przyjdzie pierwsza porażka i pierwszy kryzys. O ile klęska z Widzewem Łódź nie popsuła znacząco atmosfery wokół drużyny, o tyle ostatnie wydarzenia jak najbardziej. Po gorszym okresie kilku spotkań wielu kibiców zaczynało łączyć „Nafciarzy” ze spadkiem. Po wczorajszym zwycięstwie nastroje wokół klubu poprawią się, ale na jak długo?
Fakt wygrania meczu istotniejszy od zdobyczy punktowej
To zwycięstwo było Wiśle Płock niesamowicie potrzebne. O ile sytuacja w tabeli nie wygląda wcale najgorzej i w kontekście całego sezonu te trzy punkty mogą okazać się mało istotne, o tyle sam fakt zwyciężenia meczu może mieć zarówno dla zawodników, jak i trenera kluczowe znaczenie. Przede wszystkim wpuści ono trochę świeżego powietrza do siedziby klubu i spowolni medialną nagonkę, która „Nafciarzom” towarzyszy już od porażki z Miedzią Legnica.
Wisła potrzebowała trochę szczęścia i je dostała. Wygrana w tym spotkaniu nie była skutkiem jakichś rewolucji w taktyce czy w wyjściowym składzie. Po prostu w tym dniu „Nafciarzy” ominął pech, który towarzyszył im od początku rundy. Trudno powiedzieć, że spotkanie z Wartą było dobre w ich wykonaniu, bo sam styl zwycięstwa pozostawał wiele do życzenia. Istotne jest jednak to, że indywidualne błędy popełniane przez zawodników Wisły w rundzie wiosennej nagminnie nie przyniosły konsekwencji.











