Rywalizacja w II lidze trwa w najlepsze. Obecny sezon jest dość wyrównany i o trzy miejsca gwarantujące promocję walczy ponad dwa razy tyle drużyn. Nie wszyscy głośno mówią o chęci awansu, jednak każdy chętnie wykorzysta okazję, by na koniec rozgrywek cieszyć się z promocji szczebel wyżej.
Wiosna jednak nie wszystkim wychodzi tak, jak oczekiwano. Główny faworyt, łódzki Widzew, dziwnie gubi punkty i utrudnia sobie tym samym całą sytuację. To powoduje, że robi się tam coraz bardziej nerwowo. Radomiak Radom także nie zachwyca, a kolejne zespoły wleką się na szczyt niczym kulawy na Mount Everest.
Do tego grona można spokojnie zaliczyć Elanę Toruń, Górnik Łęczna czy GKS Bełchatów. Inaczej ma się natomiast sytuacja w Grudziądzu. Tam nastąpiła pobudka i wydaje się, że ostatnie zwycięstwo doda niesamowitego rozpędu Olimpii.
Skuteczni do bólu
Prowadzona przez trenera Mariusza Pawlaka drużyna w rundzie rewanżowej nie ma sobie równych. Nie przeszkadza im fakt, z kim grają, gdzie czy o której godzinie. Zwycięstwo z ekipą z dołu tabeli – żaden problem, Ruch Chorzów pokonany. Środek tabeli i Skra Częstochowa również nie jest godnym wyzwaniem. I co ważne, rywale w bezpośredniej rywalizacji – GKS Bełchatów oraz ostatnio Górnik Łęczna – także poznali siłę, jaką dysponuje na dzisiaj klub z Grudziądza. Szczególnie przekonał się o tym zespół prowadzony przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski, Franciszka Smudę. Górnik został rozbity 1:6, mimo że przez godzinę wynik spotkania brzmiał 1:1.
W porównaniu do poprzedniej rundy w Olimpii poprawiła się skuteczność pod bramką rywala. W czterech spotkaniach grudziądzanie zdobyli aż 13 goli! Pod tym względem nie mają sobie równych.
Hiszpański golleador
Zimą postanowiono w klubie przeprowadzić kilka zmian i jak się okazuje, jedną z nich miało być odciążenie od zdobywania goli Przemysława Kity, który na jesień strzelił najwięcej bramek dla swojej drużyny. 25-latek był prawdziwym postrachem dla drugoligowych bramkarzy, wbijając im łącznie osiem goli, z czego pięć już na wiosnę. Po odejściu w zimowym oknie transferowym Roberta Hirsza, który sześciokrotnie wpisywał się na listę strzelców, zdecydowano o wzmocnieniu siły ofensywnej.
Miejscem poszukiwań drugoligowego kandydata do awansu okazała się nie Polska, a Półwysep Iberyjski. Stamtąd sprowadzono Germana Ruiza, piłkarza, który w piłkę uczył się grać w poważnych klubach: Maladze CF oraz Valencii CF. Hiszpański pomocnik już w swoim debiucie pokazał klasę, strzelając gola Skrze Częstochowa. Kolejnymi jego ofiarami okazali się rywale z górnej części tabeli: GKS Bełchatów oraz Górnik Łęczna. Z pierwszym przeciwnikiem Hiszpan zadecydował o trzech punktach, natomiast w drugim starciu doprowadził do wyrównania.










