Piotr Nowak miał wprowadzić świeżość do szatni Jagiellonii. Swoim amerykańskim luzem dać nowe życie zespołowi. Zespołowi przecież z większymi aspiracjami niż walka o utrzymanie, ale niestety „Jaga” nieustannie zbliża się do tej niechlubnej walki o ligowy byt. Jagiellonia zamiast robić krok do przodu, cofa się o dwa kroki, a cały swój optymizm zostawia na barkach powrotu Jesusa Imaza.
Sokrates, słynny grecki filozof mówił „wiem, że nic nie wiem”. To właśnie na niewiedzy i pokorze opierała się jego filozofia. Spokojnie możemy poczuć się jak Sokrates, wpatrując się w grę Jagiellonii. Też czujemy, że nic nie wiemy, a po okresie trzech miesięcy powinniśmy zauważyć jakiś pomysł w grze albo kierunek, w którym zmierza zespół z Podlasia.
Z każdym kolejnym meczem nasza niewiedza na temat Jagiellonii się powiększa. Zamiast dostawać coraz więcej odpowiedzi, zadajemy sobie coraz więcej pytań. Nawet mitycznego efektu nowej miotły nie obejrzeliśmy. „Jaga” weszła z Piotrem Nowakiem do tunelu, w którym – choć drużyna maszeruje dalej – na próżno wypatrywać jakiegoś światełka. To wygląda wręcz z tygodnia na tydzień coraz gorzej. Jedyną nadzieją są chyba powroty zawodników po kontuzjach.
Jagiellonia – kolejne słabe mecze
Za Piotrem Nowakiem już sześć kolejek. Głównie mierzył się z dołem lub środkiem tabeli. Spotkanie z Lechem będzie na dobrą sprawę pierwszym trudnym wyzwaniem. Ugranie punktów w Poznaniu byłoby sensacją, bo „Jaga” wygląda fatalnie. To, co zaprezentowała w pierwszych minutach spotkania z Wisłą Płock, wołało o pomstę do nieba. Gdyby nie nieskuteczność płocczan, można by zakończyć mecz po 20 minutach i rozejść się do domów.
Jagiellonia na boisku wyglądała jak banda przypadkowych ludzi, którzy wyszli sobie na orlika. Ten na środku obrony gdzieś tam kiedyś grał, niby można na niego liczyć, ale stał się głównym zapalnikiem akcji ofensywnych przeciwników. Ten z fajną techniką, co zazwyczaj operuje z przodu, z nudów poszedł na wahadło i mu się przypomniało, że on bronić nie umie. Nikt nie chciał grać w defensywie, więc poszedł ten, który najlepiej zbiera drugie piłki i rządzi w środku pola. Naprawdę tak to wyglądało. Wyglądało to tak, jakby nagrywali tam piątą część filmu „Kogel–mogel”.











