Polonia przed własną publicznością rozpoczęła nowy sezon Betclic 1 Ligi. Kibice wywiesili oprawę Marsz Marsz Marsz… Po Awans Marsz. O tyle jest to symptomatyczne, że Polonia nie przypomina drużyny, która grała w finale baraży. Nieszczelna obrona i problemy z finalizacją akcji ofensywnych są jednym z wielu zmartwień trenera Mariusza Pawlaka.
Początek spotkania był w pełni pod kontrolą zawodników Polonii Warszawa. Pełna dominacja przyniosła zamierzone efekty w postaci bramki z rzutu karnego. I to było na tyle z pozytywów po stronie Polonii Warszawa, która grała bardzo przewidywalnie i do bólu nieskutecznie. Pomimo szybkiej reakcji po odbiorze piłki i graniu do przodu w tempo, Polonii brakowało ostatniego elementu – dobrego podania lub odpowiedniej decyzji o strzale na bramkę.
Bramka do szatni ustawiła mecz
Piłkarscy bogowie w niedzielne popołudnie nie sprzyjali podopiecznym Mariusza Pawlaka. A wszystko rozpoczęło się bardzo obiecująco dla Polonii. Dobre wejście w mecz całej drużyny wlało optymizm w serca kibiców. Pomimo poprzeczki i kilku dogodnych sytuacji bramkowych „Czarne Koszule” objęły prowadzenie dopiero po bramce z rzutu karnego Łukasza Zjawińskiego.
Dla podopiecznych Artura Skowronka mecz w Warszawie rozpoczął się bardzo źle, a gdyby Jakub Bieroński sfaulował Łukasza Zjawińskiego przed polem karnym, moglo być jeszcze gorzej. Po bramce Polonia stopniowo przygasała, współmiernie do rozkręcania się GKS-u Tychy. I kulminacją naporu tyszan był błąd Souleymana Cissé, który po przejęciu prostopadłego podania zwlekał z wybiciem piłki. Jeszcze jednym winnym straty bramki jest Łukasz Zjawiński, który świetnym podaniem obsłużył Szpakowskiego. Do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 1:1, ale w zupełnie innych nastrojach.
Na początku drugiej połowy GKS Tychy wykorzystał rzut rożny, wychodząc na prowadzenie. Przy drugiej, jak i pierwszej bramce znaczący wkład miał Souleymane Cissé, który nie zauważył w polu karnym Marcela Błachewicza. I Polonia musiała gonić wynik. A to w niedzielne popołudnie było trudne, ponieważ GKS Tychy również starał się grać ofensywnie, przez co Polonii niełatwo było dojść do sytuacji bramkowej. A jeżeli już taka się pojawiała, piłkarze mieli problem z finalizacją akcji.











