W niedzielę o 14:30 na Old Trafford zostanie rozegrany kolejny szlagier Premier League. Tym razem „Czerwone Diabły” podejmą rywala praktycznie zza miedzy, czyli Liverpool. Najważniejszym pytaniem jest, czy będzie to główny sprawdzian dla podopiecznych sir Aleksa Fergusona w drodze po obronę mistrzostwa Anglii. Forma „The Reds” powoli zwyżkuje, dlatego wszystko wskazuje na to, że tak. Ponadto strata punktów w tym spotkaniu może okazać się katastrofalna, tym bardziej, że rywale do tytułu w 31. kolejce podejmować będą zdecydowanie łatwiejszych przeciwników.

Liverpool wygrał trzy ostatnie mecze z Manchesterem United, w tym październikowy 2:0 po golach Torresa i N’Goga. Nikogo nie trzeba przekonywać, że piłkarze Rafy Beniteza ostrzą sobie zęby za każdym razem, gdy mają zawitać na Old Trafford. Forma „The Reds” w tym sezonie jest, łagodnie mówiąc, w kratkę, a jedyny cel tej drużyny to już tylko walka o miejsce gwarantujące start w Lidze Mistrzów. Ponadto gęstsza atmosfera panuje wokół Rafy Beniteza. Ostatnio jego rodak Albert Riera zdecydował się na upublicznienie braku atmosfery w szatni, co zakończyło się zawieszeniem byłego skrzydłowego Espanyolu i karą dwóch tygodniówek. Niemniej jednak w ostatnich tygodniach gra Liverpoolu wygląda jakby lepiej. Wszystko to za sprawą Fernando Torresa, który wrócił do swojej najlepszej dyspozycji i w spotkaniach przeciwko Portsmouth oraz Lille strzelił łącznie cztery bramki, a także zanotował dwie asysty.
Szansę gości zwiększa także ból głowy Fergusona z obsadą linii obronnej. Nadal kontuzjowani są Brown, Rafael, O’Shea oraz Anderson i Heargraves. Do składu powraca za to Vidic i kibice United modlą się, aby nie dostał czwartej kolejnej czerwonej kartki, grając przeciwko Liverpoolowi. Jak wiadomo, zatrzymanie rozpędzonego Torresa to dla Serba prawdziwy koszmar. W ekipie gości oprócz wspomnianego wcześniej Riery zabraknie bohatera ostatniego meczu pomiędzy tymi drużynami na Old Trafford (pamiętne 1:4), Fabio Aurelio, który tamtego dnia popisał się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego.
Jednakże zwiększając szansę w tym pojedynku „The Reds”, nie wolno zapominać, że to Manchester United jest liderem tabeli i faworytem niedzielnego pojedynku. Ponadto Ferguson będzie miał do dyspozycji Wayne’a Rooneya, który w obecnych rozgrywkach prezentuje kapitalną formę strzelecką. Start kolejnej wielkiej bitwy o Anglię już w niedzielę o 14:30.
Na innych arenach
„Kanonierzy” na pewno nie należą do najszczęśliwszych po wylosowaniu Barcelony w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, ale ich wzrok w tym momencie skierowany jest głównie w stronę Premiership, gdzie od lat nie mieli tak wielkich szans na końcowy triumf jak dziś. Sobotni przeciwnik wydaje się na pozór prosty – West Ham United, dopiero 16. drużyna w tabeli. Jednak patrząc na ostatnie pojedynki tych drużyn w lidze, w których padły dwa remisy i nadmieniając, że będą to kolejne derby Londynu, dojdziemy do wniosku, może to być naprawdę interesujące widowisko. Obie drużyny mają w swoich szeregach prawdziwy szpital, w ekipie gospodarzy nadal nieobecny będzie William Gallas. Do składu mają powrócić za to Fabregas i Rosicky, co z pewnością ułatwi rozegranie piłki. Gianfranco Zola prawdopodobnie postanowi kolejny raz zmienić ustawienie linii napadu, tym razem przyjdzie pora na Diamantiego i Carltona Cole’a, którym w zimowym oknie transferowym zainteresowany ponoć był Arsene Wenger.











