Kolejna kolejka Serie A to dominacja Juventusu, upokorzony Milan, Inter wracający do gry, Lazio tracące punktu u siebie oraz specjalny dla najlepszego Polaka w Serie A mecz Torino. Zobaczmy, co jeszcze się działo stadionach ligi włoskiej podczas 22. rywalizacji w tym sezonie.
Rozpędzony byk
Wziąć byka za rogi. Tymi słowami zapewne motywowali się gracze z Werony przed przyjazdem na ich boisko piłkarzy Torino. Zwłaszcza że ostatni dwumecz z drużyną, która tak jak i Torino reprezentuje stolicę Piemontu, zakończył się dramatycznym wynikiem. Najpierw Juventus Turyn rozgromił Hellas w rozgrywkach pucharowych aż 6:1, aby trzy dni później już w ligowym spotkaniu dołożyć do niechlubnej dla piłkarzy „Gialloblu” statystyki jeszcze cztery bramki, nie tracąc przy tym żadnego gola… Ale Torino to nie „Juve” i w rywalizacji z jedenastką, która przed tą kolejką znajdowała się tylko oczko wyżej w zestawieniu Serie A, można było pokusić się o komplet punktów. Zwłaszcza grając na własnym stadionie.

Spotkanie dla dobrze dysponowanej ekipy z Turynu, względnie kapitana zespołu, miało wydźwięk szczególny. Dla Kamila Glika był to setny mecz rozgrywany w najlepszych włoskich rozgrywkach. Patrząc na ostatnie spotkania w wykonaniu swoich kolegów, reprezentant Polski mógł z dużą dawką optymizmu spoglądać na losy tej rywalizacji. Kiedy wywozi się korzystny rezultat z gorącego terenu San Siro po konfrontacji z Interem Mediolan, a chwilę później dokonuje się pogromu na drużynie z górnej części tabeli, można sobie na taki komfort pozwolić. Jubileusz Glika, jak się okazało, był szczęśliwy dla klasowego obrońcy, mimo żółtej kartki, którą Polak otrzymał w 23. minucie meczu. Piłkarze prowadzeni przez Giampiero Venturę wygrali po raz kolejny. Najpierw na listę strzelców wpisał się Martinez, który wykorzystując zamieszanie w polu karnym rywala, umieścił futbolówkę w bramce. Ten sam zawodnik przyczynił się do zdobycia drugiego gola. To po faulu na nim arbiter tego spotkania podyktował rzut karny, który na drugą bramkę dla zespołu „Granaty” przekuł najlepszy strzelec jedenastki, Fabio Quagiarella. Kontaktowe trafienie pod koniec meczu zaliczył Luca Toni. Przedłużył on nadzieje kibiców zebranych na Marcantonio Bentegodi na wywalczenie choć jednego punktu w tej rywalizacji. Jednak to „Byki” postawiły kropkę nad i, strzelając trzeciego gola. Do kapitulacji Rafaela doprowadził wchodzący z ławki w drugiej połowie El Kaddouri. Tym, który dogrywał do piłkarza, był nie kto inny jak strzelec pierwszej bramki. Torino trzy, Hellas jeden. Dobra passa ekipy kierowanej na murawie przez Glika trwa.
Fioletowa wygrana
W tym meczu zdecydowanym faworytem była jedenastka gospodarzy. „Viola”, zmotywowana poprzedzającym to spotkanie pucharowym meczem z Romą, stawiana była w przedmeczowych ocenach w roli faworyta. Do tego widoczna duża różnica w miejscach w ligowej tabeli także przemawiała na korzyść „Fioletowych”. Obie ekipy spotkały się zupełnie niedawno w pucharze kraju, AC Fiorentina odprawiła wówczas rywala z kwitkiem, zadając mu trzy bolesne ciosy. Tym większe zaskoczenie malowało się na twarzach florenckich kibiców, kiedy to po zaledwie dziewięciu minutach gry Davide Zappacosta zdobył bramkę, stawiając swoją drużynę w dobrej sytuacji. W tej akcji nie popisał się rumuński bramkarz „Gigliatich”, Ciprian Tatarusanu. Na szczęście dla miejscowych nabywców biletów, zgromadzonych na Stadio Artemio Franchi, lokalny zespól szybko odzyskał rezon, doprowadzając do remisu. Gol na korzyść „Violi” padł w osiemnastej minucie. Strzelcem wyrównującego trafienia został Jose Maria Basanta. Obrońca zdobył gola po stałym fragmencie gry, celnie główkując w stronę siatki przeciwnika.
















