Wyjazdowa porażka łodzian sprawiła, że to, co nie wydarzyło się jeszcze w powojennej Polsce, staje się faktem. Widzew Łódź, czterokrotny mistrz Polski, ostatni uczestnik Ligi Mistrzów, tonie na dnie ligi. Strata do bezpiecznego miejsca w tabeli jest tak duża, że szansa na utrzymanie się na drugim poziomie rozgrywek to już wyższa matematyka.
Podopieczni trenera Stawowego mierzyli się w Świnoujściu z Flotą, grającą w tej rundzie niebywale wąską kadrą (tylko pięciu zawodników na ławce rezerwowych). W pierwszej połowie goście wypracowali sobie nawet optyczną przewagę, popełniali jednak rażące błędy w defensywie, przez które mogli stracić bramkę co najmniej dwa razy (strzały Margola i Nwaogu). W drugiej połowie gospodarze byli już bezlitośni. W 50. minucie pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Dawid Kort. Wypożyczony z Pogoni Szczecin zawodnik po raz kolejny pokazuje swoją wyższość w wyszkoleniu technicznym. Kort bez wątpienia ma potencjał, by namieszać w ekstraklasie. Kto wie, może już w przyszłym sezonie doczeka się prawdziwej szansy w drużynie „Portowców”?
W 73. minucie po wzorowej kontrze gospodarze podwyższyli prowadzenie. Strzelcem bramki był zawodnik, na którym Flota Świnoujście może w przyszłości zarobić niezłe pieniądze – 20-letni Arkadiusz Reca. Skrzydłowy przypominający posturą Michała Żyrę wyróżnia się w większości spotkań granych przez Flotę. Po tym ciosie Widzew już się nie pozbierał, choć nie można odmówić piłkarzom Stawowego ambicji. Jeśli jednak marnuje się stuprocentowe sytuacje, jak zrobili to np. Batrović i Kwiek, nie można wygrywać spotkań. Liga Mistrzów, o której w wywiadach wspominał Stawowy, oddala się równie szybko co przyziemny cel, jakim było utrzymanie się w I lidze.
Status quo na szczycie
Swoje mecze solidarnie, po 1:0, wygrali Wisła Płock i Zagłębie Lubin. Lider z Lubina zwyciężył w pojedynku z Olimpią Grudziądz po kapitalnym strzale z dystansu w wykonaniu Łukasza Janoszki. Popularny „Ecik” zdecydował się na uderzenie z 25 metrów i zdjął pajęczynę z okienka bramki strzeżonej przez Michała Wróbla. Podopieczni Piotra Stokowca imponowali przede wszystkim świetną organizacją gry w defensywie, dzięki czemu potrafili neutralizować ataki piłkarzy z Grudziądza. W końcówce meczu Olimpia próbowała manewru, który kilka lat temu pozbawił awansu do ekstraklasy Termalicę Nieciecza, a więc wprowadzała ponaddwumetrowego bramkarza w pole karne „Miedziowych”. Na nic zdały się jednak te próby, Zagłębie bez kłopotów dowiozło prowadzenie i utrzymało liderowanie.
Niespodziewanie trudną przeprawę miała natomiast Wisła Płock. Podejmująca trzeci od końca w tabeli GKS Tychy drużyna Marcina Kaczmarka potrzebowała 88 minut i rzutu karnego, by rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Po faulu na Iliewie „jedenastkę” wykorzystał niezawodny Krzysztof Janus. „Nafciarze” z przebiegu gry zasłużyli na trzy punkty, które mogą się okazać kluczowe w kwestii awansu do ekstraklasy. Płocczanie utrzymali drugie miejsce, do lidera tracą zaledwie punkt.
Przełamanie Bytovii, dobra forma Wigier
Kluczowe zwycięstwo w kontekście walki o utrzymanie odniosła Bytovia. Podopieczni Tomasza Kafarskiego pozytywnie zareagowali na zmianę szkoleniowca, tydzień temu remisując na trudnym terenie w Katowicach. Tym razem pokonali, po ciekawym, obfitującym w bramki spotkaniu, o wiele wyżej notowany Dolcan Ząbki.











