Po losowaniu par 1/32 finału Totolotek Pucharu Polski wiedziano, że spotkanie Widzewa Łódź ze Śląskiem Wrocław będzie hitem na tym etapie rozgrywek. Wiedziano także, że będzie to spotkanie o podwyższonym ryzyku, gdyż, delikatnie mówiąc, kibole obu klubów za sobą nie przepadają. Po początkowej przerwie mecz został dograny do końca, a górą okazali się gospodarze, którzy po golach w końcówce pokonali wrocławian 2:0. Jednak bardziej niż o samym spotkaniu mówi się o tym, co działo się na trybunach.
Kilka godzin przed meczem znany dziennikarz śledczy, Szymon Jadczak, na Twitterze poinformował, że na meczu Widzewa ze Śląskiem ma dojść do zadymy.
Jak zostało napisane, tak się stało. Chwilę po rozpoczęciu gry kibole Śląska odpalili race i ruszyli w kierunku ogrodzenia. Oddziały policji bez wahania wkroczyły na sektor zajmowany przez kibiców gości i zaczęły ich pacyfikować. Sędzia musiał przerwać grę.
Warto zadać sobie pytanie. Skoro spodziewano się takiego zachowania, to czy nie można było temu jakoś zapobiec? Na przykład nie wpuszczając tych „kibiców” na stadion. Co z tego, że inni oskarżaliby łodzian, iż źle traktują przyjezdnych. Przecież wpuszczając takich idiotów, bo inaczej nie można nazwać takiej grupy ludzi, na mecz, stwarza się realne zagrożenie dla normalnych sympatyków danego klubu, którzy przyszli z rodziną w spokoju obejrzeć spotkanie.
To jest nie do przyjęcia
Najgorsze jest to, że czytając wpisy, komentarze znajdujące się na różnych portalach społecznościowych, można dojść do wniosku, iż nic się nie stało. Biedni ludzie odpalili tylko race, a zła policja bez uzasadnienia zaczęła ich pacyfikować. Przecież to nie była zadyma i wszystko zrobiono pod publiczkę. Toż to absurd. Może i pirotechnika w połączeniu z oprawą wygląda naprawdę efektownie, ale w większości przypadków stanowi zagrożenie, gdyż używana jest przez przygłupów.
Jako przykład posłużyć może sytuacja z meczu Gryf Wejherowo – Lechia Gdańsk. Bramkarz gdańskiego klubu o mały włos nie dostał racą. I to jest w porządku? W internecie można znaleźć tłumaczenia, że przecież on nie chciał i to było przypadkowe. Tak! Bo on celował w ptaki siedzące na dachu trybuny.










