Nie takie były plany piłkarzy Widzewa na wielkanocną kolejkę ekstraklasy. Cel był prosty – wygrać, tym samym zrehabilitować się za absurdalny mecz z Koroną, zapewnić sobie i kibicom udane święta. Nie udało się.
Do „Serca Łodzi” przyjechał dziś Motor Lublin, drużyna podrażniona po porażce z Lechem Poznań, która również chciała usiąść do wielkanocnego stołu w dobrych humorach. I choć Motor nie zagrał przy Piłsudskiego szczególnie fenomenalnego meczu, to wraca do Lublina z kompletem punktów. Widzew optycznie przeważał, tworzył trochę sytuacji, ale w najważniejszej statystyce górą byli goście.
Mało konkretów
Tak jak wcześniej wspomniałem, „Widzewiacy” mieli optyczną przewagę, to nie było z tego zbyt wielu konkretów. Trafili do siatki Motoru po golu samobójczym, był jeszcze piękny strzał Kamila Cybulskiego, który wylądował w siatce, ale młody skrzydłowy Widzewa był na minimalnym spalonym. Gdy spojrzymy na statystki, to widnieje tam jeden celny strzał łodzian. I o ile RTS w drugiej połowie częściej utrzymywał się przy piłce i przeważał, to ciężko wygrać mecz, mając na koncie jeden celny strzał. Jest to dosyć wstydliwa statystyka. Szczególnie gdy gra się u siebie z beniaminkiem (bo mimo dobrych wyników Motor wciąż nim jest), chcąc zrehabilitować się po przegranym meczu. Warto przypomnieć, że ostatnie spotkanie z Koroną było wyjątkowo słabe. Potyczka z Motorem wypadła już delikatnie lepiej, ale dorobek punktowy taki sam – zerowy.
Czego zabrakło?
Mecz z Motorem pokazał, że w Widzewie jest sporo braków. Ewidentnie widać, że Lubomir Tupta nie czuje się najlepiej na pozycji numer dziewięć. A co za tym idzie, łodzianie obecnie nie mają do dyspozycji napastnika z prawdziwego zdarzenia. Zimą z klubu odszedł Imad Rondić, a Said Hamulić został skreślony przez Żeljko Sopicia. Zabrakło pewnie też trochę szczęścia. Minimalny spalony Cybulskiego, kilka akcji, w których zawiodła decyzyjność, czy „miękki” karny dla gości. To czynniki, które nie pomogły dziś czerwono-biało-czerwonym. Pewnym jest, że „efekt nowej miotły” chyba już się wyczerpał. Po dwóch zwycięstwach na start przyszedł czas na dwie porażki trenera Sopicia, który jak najszybciej musi znaleźć sposób na przywrócenie drużyny na właściwe tory. Mając względną kontrolę nad meczem rozgrywanym u siebie, nie można tak łatwo dać rywalowi wygrać. Motor nie miał szczególnie dużo sytuacji pod bramką Gikiewicza. Podopieczni Mateusza Stolarskiego byli do bólu skuteczni. Oprócz dwóch goli gości bramkarz Widzewa nie miał dużo pracy.











