Od przejęcia klubu przez Roberta Dobrzyckiego w marcu 2025 roku Widzew Łódź wydał blisko 100 milionów złotych tylko na same transfery. W przeciągu półtora roku klub miał trzech dyrektorów sportowych i czterech trenerów (Mateusz Stolarski jest piątym). I co? I jedno wielkie nic – z obecnych klubów będących w Ekstraklasie od marca 2025 roku Widzew punktuje najgorzej.
Aby nikt nam nie zarzucił kłamstwa już na wstępie, przedstawiamy grafikę pokazującą liczbę punktów zdobytych przez Widzew Łódź od 28 marca 2025 roku (czyli dnia, w którym Robert Dobrzycki oficjalnie przejął pakiet większościowy, obejmując go przez podwyższenie kapitału i odkupienie części akcji od ówczesnego głównego akcjonariusza Tomasza Stamirowskiego) do 5 listopada 2026 roku, jeszcze przed startem 13. kolejki PKO BP Ekstraklasy.

Widzew Łódź od przejęcia Dobrzyckiego punktuje gorzej niż Radomiak
Biorąc pod uwagę drużyny, które rozegrały tę samą liczbę spotkań, jasno widzimy, że nie ma gorszej drużyny od Widzewa. Nikogo nie pominęliśmy, pełny zestaw drużyn w tym przedziale można zrobić na stronie 90minut.pl. Ktoś mógłby zarzucić, że cwani jesteśmy, przecież nowy właściciel przejął klub w trakcie rundy, powinien dostać czas na ściągnięcie odpowiednich i jakościowych zawodników latem.
Nie ma sprawy, na taką ewentualność również byliśmy przygotowani. Oto druga grafika, tym razem z tabelą od 1 lipca 2025 roku (czyli od startu ubiegłego sezonu, gdzie można już było nieco sięgnąć do głębokiej kieszeni właściciela) do 5 listopada 2026 roku.

Już same te wyniki obrazują skalę nędzy i rozczarowania. Ba, już fakt wydania stu milionów złotych na same transfery (nie policzymy nawet tych pensji) i osiąganie takich samych rezultatów co (z całym szacunkiem) Radomiak Radom, Cracovia czy Wisła Płock (która jak widać na pierwszej tabeli nawet mimo dziesięciu rozegranych meczów mniej, zdobyła ledwie dwa oczka mniej w tym samym okresie) zamykałby na ten moment dyskusję na temat mocarstwowych planów Widzewa.
Jak można wydać tyle kasy i wciąż pałętać się w dole tabeli
Ktoś powie, że to wciąż nie jest do końca uczciwe przedstawienie sprawy. Przecież gdyby byli tacy słabi, to spadliby w poprzednim sezonie. Znowu, jest to jakiś kontrargument. No ale z całym szacunkiem dla spadkowiczów w postaci Bruk-Betu czy Arki Gdynia (nie umieściliśmy ich w zestawieniu, są na miejscach siedemnaście i osiemnaście z 34 meczami), ich łączna wartość rynkowa pokrywa jakieś 65 procent wydatków na same transfery Widzewa.
Czy naprawdę szanujący się fan Widzewa chce się równać do nich? Przecież Widzew miał walczyć o wielkie cele, przywrócić dawne wspaniałe czasy. Miał równać się do Lecha, Legii, a nie oglądać plecy Radomiaka czy Cracovii.
Nie chodzi nam o to, żeby znęcać się nad Widzewem, piłkarze na boisku już wystarczająco za nas to robią. Po prostu ciągle nie możemy pojąć, jak klub mający takie możliwości, takie fantastyczne zaplecze kibicowskie pałęta się w okolicach strefy spadkowej. Minęło ponad osiemnaście miesięcy od przejęcia klubu przez jednego z najbogatszych Polaków, a rezultaty są katastrofalne. Nie wzięły się one znikąd. Łączy je brak stałej wizji i nieustanna zmiana.
Widzew Łódź w 19 miesięcy miał trzy różne wizje na stanowiskach dyrektorskich
Zacznijmy od góry. Na stanowisku dyrektorskim mieliśmy już trzech ludzi. Najpierw był Mindaugas Nikoličius, którego wspierać miał zatrudniony niedługo potem Igor Cerina (dyrektor ds. rekrutacji). Litwin wraz z jego współpracownikiem wytrwali osiem miesięcy, ponieważ mimo zaangażowania sporych środków finansowych na sprowadzenie zawodników, większość z nich nie spełniała oczekiwań w oczach nowych władz, a do tego doszły kiepskie wybory trenerskie.
Dariusz Adamczuk i Piotr Burlikowski i ich cudowne zimowe okienko transferowe
No właśnie, nowe władze… Początkowo nie zdecydowano się na natychmiastowe obsadzenie stanowiska dyrektora sportowego w dotychczasowym kształcie. Rozdzielono dotychczasowe obowiązki między Dariusza Adamczuka (otrzymał on funkcję Pełnomocnika Zarządu ds. Sportu) oraz Piotra Burlikowskiego (ten zaś dostał rolę Dyrektora ds. Pionu Sportowego).
Niby mieli kilka dobrych zakupów, ale o rany, cóż oni za niektórych ananasów pościągali (i to za jakie miliony, by nie wspomnieć o ich pensjach). Kornvig, Bukari, Carlos Isaac… Żaden z nich, nawet tak doświadczony Kornvig, w Widzewie nie błyszczeli i nie błyszczą.
A jacy byli pewni siebie obaj panowie, jak ich bawiły głosy o potencjalnym spadku. Szczerze? Na miejscu Pana Dobrzyckiego rozważylibyśmy zawiadomienie na policję lub do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przez obu panów przestępstwa w postaci niegospodarności majątku klubowego.
W takiej sytuacji nastąpił kolejny przewrót kopernikański. W czerwcu 2026 roku nowym dyrektorem sportowym łódzkiego klubu został Artur Płatek, zaś na czele całego działu sportowego stanął Łukasz Masłowski, a funkcję dyrektora scoutingu i rekrutacji powierzono Piotrowi Kosiorowskiemu. Jak im poszły letnie transfery? No średnio. I tu znów trochę nie rozumiemy obranej polityki.
Łukasz Masłowski zatrudnił może i niedrogich piłkarzy, ale za to równie słabych
Łukasz Masłowski to niewątpliwie utalentowany dyrektor, który potrafił wyciągnąć jakościowych graczy za bezcen. Lecz ostatni rok w Jadze zabrudził nieco jego renomę, bo trafiło mu się sporo wtop (Prip, Cantero, AZ Jackson). Być może Robert Dobrzycki chciał przykręcić kurek, aby uniknąć drugiego Bukariego. Jednak mając takie możliwości, wajcha naszym zdaniem poszła za bardzo w drugą stronę. W jednym sezonie lekką ręką wydajesz dwadzieścia milionów euro, by w następnym tylko dwa.
Wielu powie: jest to element oczyszczenia składu. Przecież trzeba pozbyć się zgniłków ściągniętych przez poprzednie ekipy. Tak, trzeba. Jednak patrząc na ten moment, „Masło” ściągnął kolejnych zgniłków, których być może też trzeba będzie się pozbyć. Stipe Biuk, Paulinho Bóia czy Ioan Vermeșan – darmowi, ale nie wiemy, czy użyteczni. Ilu zawodników z letniego okienka ocenilibyście pozytywnie?
Widzew jeśli chodzi o wskaźnik wynagrodzeń, jest po dokapitalizowaniu poniżej średniej ligowej
Aha, a propos tego oszczędzania: zachęcamy do przeczytania raportu Finansowa Ekstraklasa, przygotowanego przez firmę Grant Thornton. Teoretycznie pensje Widzewa Łódź stanowiłyby obciążenie budżetu w wysokości około 150% przychodów klubu. To byłby bardzo niepokojący sygnał, gdyby nie fakt, że Robert Dobrzycki dokapitalizował klub w wysokości 143,6 mln zł na finansowanie bieżącej działalności.
Dzięki temu wskaźnik wynagrodzeń Widzewa po uwzględnieniu podwyższenia kapitału wyniósł zaledwie 48%, czyli wyraźnie poniżej średniej ligowej, która oscyluje w okolicach 53%. Także bardzo nam przykro, ale wysokość pensji i konieczność zejścia z kontraktów nie może być uzasadnieniem dla takich działań.
Widzew Łódź zwolnił Vukovicia, choć punktował na poziomie szóstego miejsca
Na ławce trenerskiej również nie widać zbytniego planu. Zarówno Jovicević, jak i Sopić to były pomyłki. Choć oni w przeciwieństwie do takiego Patryka Czubaka coś tam jednak w karierze widzieli i wygrali. Ale prawdziwym dowodem na brak wizji Widzewa jest casus Vukovicia.
Żeby nie było: Aleksandar Vuković to bardzo pracowity trener, który w Piaście odwalał kawał dobrej roboty. W defensywnym stylu, ale nic nam do tego. Jednak biorąc pod uwagę oczekiwania Widzewa co do stylu i głośności, niezbyt nam on pasował do roli trenera w tym klubie. Jednak w roli strażaka swoje zadanie wykonał, dostał szansę od nowego sezonu. Ten zbyt dobry nie był.
Wielu uważało, że to zwolnienie było zasłużone, ale czy na pewno? Oto kolejna grafika, tym razem pokazująca liczbę punktów zdobytych przez Widzew za kadencji Vukovicia na tle reszty ligi.

Widzew pod jego wodzą był szósty. I co? W nagrodę został zwolniony. Dyrektor Masłowski wprost przyznał, że obaj mieli zupełnie inne spojrzenie na to, jak ma wyglądać model, styl i filozofia gry Widzewa. Tymczasem Vuković publicznie sygnalizował, że letnie okienko transferowe nie szło po jego myśli. Zaś po zwolnieniu stwierdził, że w jego mniemaniu w Widzewie ścierały się różne ośrodki decyzyjne. Znów – brak harmonii boleśnie wpłynął na wyniki zespołu.
Teraz postawiono na zdolnego trenera, jakim jest Mateusz Stolarski, którego wizja była bliższa koncepcji zarządu. Koncepcja może i bliższa, ale jak dotąd wystawiona na próbę cierpliwości. Sześć spotkań, zero zwycięstw. Lekkim powodem do optymizmu jest fakt, że tylko dwa z tych spotkań zakończyły się porażką. Choć coś tak czujemy, że dla kibiców Widzewa jest to marne pocieszenie.
Pomysł czy pieniądze?
Co jest zatem ważniejsze: pomysł czy pieniądze? Oczywistą odpowiedzią wydaje się, że należy mieć jedno i drugie. Tymczasem w Widzewie na razie jest tylko to drugie. Jasne, aby zbudować wielkie rzeczy, wielkie projekty, potrzebne są pieniądze. Często duże pieniądze. Na samym pomyśle bowiem nie da się ich zbudować, plan to dopiero pierwszy krok. Jednak bezrefleksyjne wydawanie góry milionów i ciągła zmiana wizji nie sprawią, że ten plan zacznie się realizować sam z siebie. Trzech dyrektorów, pięciu trenerów, tabuny zawodników w 19 miesięcy. Szaleństwo!
Spójrzcie na GKS Katowice. Nawet przy dużo skromniejszych możliwościach odpowiednie zarządzanie, odpowiedni człowiek, są w stanie pociągnąć klub ku górze. Zobaczcie, jak radzi sobie GKS Katowice pod wodzą Rafała Góraka. Z budżetem na poziomie 30 milionów, nienajwyższych przychodach i skromnych zarobkach z dni meczowych klub awansował do europejskich pucharów, a w obecnym sezonie plasuje się w środku stawki.
Podobnie ma się rzecz z Piastem Gliwice, który również nie należy do czołówki finansowej ligi. Odkąd zatrudniono Daniela Myśliwca, znacząco poprawiły się wyniki, i to w mocno ograniczonych warunkach, nawet jeśli uwzględnimy, że Piast żyje na miejskim garnuszku.
Górnik Zabrze przywraca swą wielkość bez milionów na koncie, ale ma kompetentnych ludzi
No i perła w koronie – Górnik Zabrze. Ktoś nam tu zarzuci, że przecież mają za właściciela Lukasa Podolskiego, a on do najbiedniejszych nie należy. To jednak spłaszczenie. Robota, jaką wykonuje tam Michal Gasparik wraz z dyrektorem sportowym Łukaszem Milikiem, zasługuje na najwyższe słowa uznania. Od momentu przejęcia przez byłego napastnika reprezentacji Niemiec zabrzański klub jest na fali wznoszącej i powoli zaczyna nawiązywać do swych najświetniejszych lat (powoli).
A co do tej kasowności właściciela: raport Grant Thornton za sezon 2025/2026 wytrąca ten argument z ręki. Jasne, mają większe przychody, ale głównie wynikają one ze sprzedaży zawodników. Różnica w przychodach pod względem działalności podstawowej to zaledwie 9 milionów złotych na korzyść Górnika.
W Zabrzu nie ma kominów płacowych. Wynagrodzenia pochłaniają 39% przychodów Żaboli, co stanowi wynik o 9 p.p. lepszy niż klubu z Łodzi. Całościowy budżet Górnika wynosi zaledwie 53 miliony, zaś Widzewa 90, zatem i możliwości mają skromniejsze.
Spójrzcie także na kolejną grafikę ze wspomnianego raportu. Linia na wykresie pokazuje, które drużyny zdobyły więcej, a które mniej punktów, niż wynikałoby z ich budżetu wynagrodzeń. Zespoły powyżej linii cechuje wysoka efektywność, poniżej zaś niska.
Zgodnie z wyliczeniami, w sezonie 2025/2026 teoretyczny koszt zdobycia punktu przez Widzew Łódź wyniósł blisko dwa miliony złotych (a dokładnie 1,99 mln zł), co obok Legii było drugim najgorszym wynikiem. Natomiast zgodnie z 22. stroną raportu Górnik Zabrze w poprzednim sezonie wypadł pod tym względem najlepiej.

Bez planu nie będzie sukcesów
Słowo klucz dla każdego z tych klubów – stabilność, plan, mądrze dobrani ludzie, którzy dostali czas. Tymczasem w Widzewie nikt (poza Robertem Dobrzyckim) pewnym swej przyszłości być nie może. Łukasz Biernacki (dyrektor finansowy Widzewa) zaznaczył w podsumowaniu tego raportu, że obecnie priorytetem Widzewa jest przejście do etapu stabilizacji i potrzeba czasu, żeby te inwestycje zaczęły się zwracać w postaci lepszych wyników sportowych.
I choć trudno nam to przychodzi, to dałoby się nawet przymknąć oko na fakt, że klub potrzebował przepuszczenia aż 100 milionów złotych (czyli więcej niż roczne przychody części klubów Ekstraklasy), aby wreszcie wypracować sobie pewien kierunek działania. Spora suma, ale człowiek najlepiej uczy się na błędach (nawet jeśli są bardzo kosztowne). Jeśli miałyby poprowadzić do sukcesu, to czemu nie?
Tylko czy ten klub na pewno się nauczył? Widzewiacy nawiązali współpracę z Borussią Dortmund, której celem jest wymiana wiedzy, rozwój sportowy oraz marketingowo-biznesowy. Może porady od bardziej doświadczonych kolegów zza zachodniej granicy pozwolą wypracować plan na przyszłość, który nie zostanie wyrzucony po pół roku do kosza?
Czy Widzew Łódź odnajdzie wreszcie stabilizację?
Ten by się wreszcie przydał, bo Widzew Łódź ciągle nie umie znaleźć stabilizacji. Miota się w każdą możliwą stronę, a pozytywnych skutków brak. Już teraz można przeczytać informacje, że zimą klub planuje kolejne transfery. Wzmocnienia? Patrząc po wynikach, wydają się potrzebne. Ale czy tym razem będą przemyślane? Wydawało się, że kręgosłup drużyny już się wytworzył.
Lepiej, aby były, bo obecne wariactwo powinno się wreszcie skończyć. Bo mając takie możliwości, pałętanie się w okolicy strefy spadkowej to obciach.
Przeczytaj także:











