Bogdan Pikuta: „Aby drużyna funkcjonowała na boisku, musi być drużyną w szatni” [WYWIAD]


Były napastnik Widzewa Łódź opowiada o roli stabilizacji oraz wyzwaniach stojących przed nowym sztabem szkoleniowym

18 września 2026 Bogdan Pikuta: „Aby drużyna funkcjonowała na boisku, musi być drużyną w szatni” [WYWIAD]
Bogdan Pikuta: archiwum prywatne

W Widzewie od pewnego czasu trudno o stabilizację. Zmiany kadrowe, organizacyjne i trenerskie powodują, że w klubie na początku sezonu panuje spory chaos. Mimo wielkich oczekiwań, rzeczywistość okazuje się dla łodzian bolesna. Jedno zwycięstwo w ośmiu spotkaniach to bilans katastrofalny. Na temat obecnej sytuacji Widzewa porozmawialiśmy z Bogdanem Pikutą – byłym napastnikiem zespołu z Łodzi, mistrzem Polski w barwach Widzewa z sezonu 1995/1996, który w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce rozegrał 136 meczów i zdobył 24 bramki.


Udostępnij na Udostępnij na

Widzew Łódź: Bogdan Pikuta diagnozuje przyczyny kryzysu

Dominik Michalski (iGol.pl): Trenerze, zacznijmy od konkretów i twardych liczb. Statystyki Widzewa są bolesne. Zaledwie jedno zwycięstwo i aż pięć remisów w ośmiu spotkaniach. Z czego wynika fakt, że drużyna o drugiej najwyższej wartości rynkowej w Ekstraklasie ma tak duży problem ze skutecznością i regularnym punktowaniem?

Bogdan Pikuta: Widzew był budowany za szybko, szybciej niż trwa proces szkoleniowy. Słowo proces jest tutaj najważniejsze. Nie da się stworzyć drużyny na przysłowiowego „szybcika”. Poza tym pieniądze nie grają. Mam wrażenie, że jedyną strategią było właśnie pozyskiwanie zawodników i pompowanie atmosfery budową wielkiego Widzewa. Marzą o tym w końcu od lat kibice, zapominając o elementarnych zasadach szkoleniowych. Mając tak potężnego sponsora, z takim możliwościami finansowymi należało obrać inny kierunek – rozłożony w czasie z odpowiednią selekcją zawodników, którzy powinni być profilowani pod kątem Widzewa. Krótko mówiąc: co nagle to po diable.

O stabilizację trudno jednak nie tylko na boisku. Po objęciu funkcji dyrektora sportowego przez Łukasza Masłowskiego wydawało się, że jego wizja budowy zespołu mija się z pomysłem Aleksandara Vukovicia. Jak ocenia trener kadencję serbskiego szkoleniowca? Czy rozstanie z nim w trakcie sezonu było uzasadnione, czy może ta decyzja zapadła zbyt wcześnie lub zbyt późno?

Tak, dokładnie. O stabilizację jest też trudno gdy pion sportowy również jest rotowany i nagle zmienia się wizja budowy drużyny. Takie ciągłe zmiany nie sprzyjają celom, które były i są stawiane przed Widzewem. Co do oceny „Vuko” uważam, że zrobił kawał dobrej roboty do momentu utrzymania drużyny. Z punktu widzenia szkoleniowego postawił na stabilizację składu i postawienie na fundament wspomnianego procesu szkoleniowego, czyli przede wszystkim gry obronnej Widzewa. Miał ogromnie utrudnione zadanie, gdyż musiał to robić pod olbrzymią presją i to w okresie startowym. Nie miał więc możliwości sprawdzania pewnych ustawień zespołu. Determinował go czas i presja, która również nie służyła drużynie. Mimo wszystko cel osiągnął i z szacunkiem mogę się wypowiedzieć że „Vuko” na tamten moment to najlepszy transfer.

To jednak nie wystarczyło, by w dalszym ciągu kontynuował pracę w Łodzi. Z czego to może wynikać?

Obecnie trenera już nie ma w klubie – odpadnięcie z Pucharu Polski, niesatysfakcjonujące punktowanie doprowadziło do jego zwolnienia. Uważam, że trener Vukovic kontynuował bardzo pragmatyczny sposób gry, taki wyrachowany. To pokłosie determinacji w walce o utrzymanie a wiemy, że wszyscy oczekiwali od Widzewa gry bardziej kreatywnej, jakościowej i z polotem. Trzeba jednak stwierdzić, że trener Vukovic miał cały czas „pod górkę”.

W szczególności jeśli chodzi o aspekt budowania kadry na nadchodzący wówczas sezon. Na ten moment, do Widzewa dołączyło dziewięciu nowych zawodników, jednak tylko dwóch z nich odbyło z łódzkim klubem pełny okres przygotowawczy.

Kolejne potężne rotacje nie sprzyjały budowaniu ekipy, która miał walczyć o zdecydowanie wyższe cele. Wynikało to też z faktu, że na tamten moment pion sportowy nie był już decyzyjny i wszystkie ruchy transferowe były w zastoju. Chyba już wtedy było wyczekiwanie na Łukasza Masłowskiego ale ten z kolei rozpoczął swoje rządy niedawno. Tak więc wszystko niestety odbiło się kosztem Vukovicia, który w żadnym wypadku nie miał stabilności w wielu obszarach. Osoby które znają się na piłce wiedzą, że takie rzeczy prędzej czy później odbiją się na drużynie, a w konsekwencji na trenerze i tak też się stało.

Rotacja jest ogromna – piłkarze tacy jak Andreou, Baena, Gallapeni czy Akere mieli być istotni, a już ich w Łodzi nie ma. W ciągu zaledwie półtora roku zespół zmienił się nie do poznania. Czy ten brak ciągłości personalnej i brak zgrania to obecnie główny problem łódzkiej drużyny?

Zdecydowanie tak. Trudno bowiem budować struktury gdy przychodzą nowi decydenci i potrzebują czasu. Po drugie – szatnia zmienia się z tygodnia na tydzień. Pamiętajmy, że aby drużyna funkcjonowała na boisku, musi być w pierwszej kolejności drużyną w szatni. Dla każdego trenera będzie ogromnym wyzwaniem gdy w kuluarach, gabinetach nie ma spójności. Co gorsza, zawodnicy poznają się w ekspresowym tempie. To niczemu dobremu nie służy.

Szatnia, liderzy i przyszłość Widzewa

Sytuacji nie ułatwiają kontuzje. Z najnowszego raportu medycznego dowiadujemy się, że Cheng, Shehu, Gazibegović czy Paulinho Boia wciąż są poza grą. Mimo braku kilku graczy, potencjał na papierze nadal jest duży, ale wydaje się, że w zespole brakuje kogoś, kto w trudnym momencie wziąłby ciężar gry na siebie. Dlaczego w tej drużynie wciąż nie wykreował się wyraźny lider?

To pokłosie tych rotacji, o których wspominałem wcześniej. Lider ma się wykreować naturalnie. Jak to ma się stać skoro co chwilę zmienia się struktura szatni? Kontuzje też mają wpływ, ponieważ lider bądź liderzy mają być nie tylko w szatni ale też przede wszystkim na boisku. Inna strona medalu jest taka, że jak dla mnie „szefem” zawsze powinien być Polak, który najlepiej zna polską szatnie. To właśnie on ma nadawać jej ton.

Patrząc na te ciągłe zmiany i szatnię pełną obcokrajowców, dla których Łódź bywa jedynie przystankiem w karierze, rodzi się pytanie o tożsamość. Kiedyś do Widzewa przychodziło się walczyć za klub na śmierć i życie. Czy w tym obecnym, międzynarodowym składzie da się jeszcze zaszczepić to słynne, widzewskie DNA?

Oczywiście że się da. Na pewno nie na już i teraz. Ale wierzę, że w końcu Widzew trochę ostygnie z tym kupowaniem „na pęczki”, a do drużyny zaczną przychodzić zawodnicy ukształtowani w profil jaki wykreuje pion sportowy przy współudziale trenera. Wszyscy dziś mówią, że chcą tego Widzewa charakternego, walczącego ale pamiętajmy że piłka się zmienia. Kiedyś Widzew mimo mniejszych umiejętności od potentatów nadrabiał ogromnym zaangażowaniem, wola walki i determinacja bo nie było stać klubu na drogie transfery. Dziś tendencje się zmieniły i chciałbym widzieć Widzew z ogromnym potencjałem jakościowym. Zespół grającym z polotem, kreujący sytuacje bramkowe bo w końcu stać ich na to.

Mimo tylu zawirowań, niedawny remis na Łazienkowskiej z mocną w tym sezonie Legią wlał w serca kibiców sporo optymizmu. Czy zdaniem trenera ten występ może być punktem zwrotnym i wyznacznikiem tego, jak Widzew powinien grać co tydzień?

Zawodnicy poczuli, że można grać odważniej i wskazali sobie sami kierunek. Teraz należy go podtrzymać. Sam jestem ciekaw czy to efekt „nowej miotły” czy za chwilę znowu zobaczymy pragmatyzm w jego grze. A może w końcu zawodnicy sami też uwierzą, że są na początku nowego etapu? Takiego procesu, który pozwoli rozwijać siebie, a co za tym idzie – także drużynę. Czas pokaże. Uważam, że po meczu z Legią kolejne trzy/cztery mecze dadzą nam odpowiedź.

Ten optymizm w konkretne wyniki będzie musiał teraz przekuć Mateusz Stolarski. To piąty już szkoleniowiec prowadzący łodzian na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Jakie największe wyzwanie stoi obecnie przed nowym trenerem i jak widzi pan najbliższą przyszłość Widzewa?

Najważniejszą rzeczą jest stabilizacja. To słowo idealnie pasuje do elementarnych zasobów. Jej brak to przyczyna tego wszystkiego co działo się w ostatnim czasie. Zmiany trenerów i modelów gry, zmiany personalne zawodników, osób decyzyjnych. To wszystko, mam nadzieję, że się już normuje i w końcu unormuje. Co do oceny trenera i jego pracy trudno jest na tym etapie cokolwiek powiedzieć. Myślę, że w końcu Widzew jest w miarę poukładany organizacyjni. Oby przełożyło się to na większy spokój w klubie i w szatni. Kluczowe jest teraz skupienie się na sprawach szkoleniowych. Na koniec życzyłbym sobie aby do Widzewa trafiali zawodnicy transferowani wewnątrz Ekstraklasy. Jest naprawdę sporo zawodników, którzy mogliby dać jakość, którzy znają polska ligę. Tacy piłkarze nie uczą się jej od nowa, musząc się adaptować.

Dziękuję bardzo za rozmowę i cenne spostrzeżenia. Pozostaje mieć nadzieję, że zapowiadana stabilizacja w końcu zagości w Łodzi na stałe, a „proces” przestanie być tylko modnym słowem, przynosząc kibicom Widzewa oczekiwane wyniki.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze