West Ham United – młot na potentatów


1 września 2015 West Ham United – młot na potentatów

Latem tego roku włodarze klubu ze wschodniego Londynu z Davidami Goldem i Sullivanem na czele uznali, że do rozwoju klubu potrzebny jest impuls w postaci zmiany warty na stołku menedżera klubu. Przyjście Slavena Bilicia ma wnieść West Ham na wyższy poziom tak, by zbiegło się to w czasie z przenosinami na o wiele większy Stadion Olimpijski. Tylko że na razie ekipa Bilicia chyba nie jest gotowa na te przenosiny, bo zapomniała, jak wygrywać przed własnymi kibicami.


Udostępnij na Udostępnij na

Zmiana stadionu ma być według planu ludzi, którzy zarządzają klubem ze wschodniego Londynu, jednym z momentów przełomowych w całej historii klubu. Nowy adres w wiosce olimpijskiej z igrzysk w 2012 roku ma przede wszystkim pozwolić „Młotom” na zwiększenie przychodów z dnia meczowego. W dłuższej perspektywie ma to wnieść drużynę do wyższej ligi finansowej, by klub mógł pozwolić sobie na kupno i regularne płacenie coraz lepszym piłkarzom do rywalizacji z konkurentami w Premier League, a długoterminowo w Europie.

Tak prezentuje się położony w londyńskim Stratford, Stadion Olimpijski.
Tak prezentuje się położony w londyńskim Stratford, Stadion Olimpijski.(źródło: Wikipedia)

To jest jednak tylko plan, a jego realizacja to już często inna kwestia. Bilić, jego architekt, jest popularny na Wyspach z trzech powodów – po pierwsze, jest postacią nietypową i charyzmatyczną (m.in. jest prawnikiem czy ma swój zespół rockowy, w którym gra na gitarze).

Po drugie, w trakcie kariery grał w Anglii i już wtedy budował swoją reputację. No i wreszcie jako selekcjoner Hrvastkiej pozbawił Anglików szans na awans do Euro 2008, dając zapewne wielu z nich do zrozumienia, że w Europie jest taki kraj jak Chorwacja.

Dla części fanów West Hamu był dodatkowo gościem, który uwolnił ich od Sama Allardyce’a, który był widziany jako człowiek spowalniający rozwój klubu z Upton Park.

W porównaniu z Allardyce’em, który był trenerem rok temu, Bilić ma na tym etapie sezonu trzy punkty więcej od Anglika, i to osiągnięte w bardziej zaskakujący sposób od „Big Sama”. Jeszcze lepiej wygląda na ten moment liczba punktów uzyskanych z zespołami z Top 6:

  • Sezon 2013/2014 – 7 punktów
  • Sezon 2014/ 2015 – 7 punktów
  • Sezon 2015/ 2016 – 6 punktów po 2 meczach.

W czterech dotychczasowych spotkaniach West Ham United wygrał z Liverpoolem i Arsenalem na wyjeździe (w Top 6 w poprzednim sezonie), a przegrał z Bournemouth i Leicester u siebie. Wygrana na Anfield zdarzyła się londyńczykom po raz pierwszy od 52 lat, kiedy bramki dla WHU strzelał min. Geoff Hurst – strzelec jedynego hat-tricka w finale mistrzostw świata (w 1966 roku, gdy Anglia pokonała RFN), na topie list przebojów byli Beatlesi, a prezydentem USA był John F. Kennedy. Po sobotniej wiktorii fan „Młotów” uznał, że jest to na tyle duży sukces, iż należy to zapisać na własnym ciele w formie tatuażu.

Możemy strzelać, że gdyby to Allardyce dalej siedział na ławce, to bilans byłby odwrotny – przegrane z gigantami i wygrane u siebie z klubami podobnej lub mniejszej miary. Jednak strzelając, opieramy się tylko na intuicji, licząc na łut szczęścia, a fakty piłkarskie wcielą się nam w Mariusza Maksa Kolonkę i powiedzą, jak jest naprawdę.

Zjawiskiem, które dotyczy całej ligi, jest kwestia stosunku wyjazdowych wygranych do zwycięstw na własnym boisku. W każdej potyczce, w której dotąd udział brał WHU, wygrywali goście. W całej lidze na 40 dotychczasowych meczów tylko dziewięć razy górą byli gospodarze. Do tego padło 14 remisów i 17 razy wygrywali goście.

Jak pisał były piłkarz Stoke dla „Independent” Danny Higginbotham, dzieje się tak głównie ze względu na głęboką defensywę, jaką stosują zespoły przyjezdne, konsekwencję i dyscyplinę taktyczną oraz niemal dwukrotnie większą liczbą prób kontrataków podczas gry.

Inna przyczyna to letnie przemeblowania – wiele ekip dokonało rotacji w formacjach ofensywnych, co sprawia, że nie są one zgrane i nie wykorzystują swojego potencjału na początku sezonu, przez co zdecydowana większość klubów Premier League ma na razie problemy z atakiem pozycyjnym (dobrym tego przykładem jest Liverpool czy Manchester United).

Slaven Bilić przed wypadem na Anfield mówił o parkowaniu trzypiętrowego autobusu przed własną bramką. Po meczu mówił już nieco inaczej…

Jednak już zupełnie poważnie, to w tym samym wywiadzie wytłumaczył istotę całego fenomenu wygrywania z faworytami i przegrywania, gdy samemu jest się tym faworytem: – Jak możesz wygrać z Liverpoolem i Arsenalem na wyjeździe, a przegrać w domu, z całym szacunkiem dla tych ekip z Leicester i Bournemouth? To jest akurat bardzo logiczne. Gdy grasz z tymi pierwszymi, liczą się przede wszystkim organizacja i szybki kontratak. Na własnym boisku zaś potrzeba ci więcej jakości w ofensywie, by przedrzeć się przez zasieki rywali. My tego jeszcze nie mamy. To w pewnej mierze przez kontuzję, ale myślę, że potrzebujemy jeszcze 3-4 graczy do przednich formacji, żeby być naprawdę mocnymi.

W tej chwili do dyspozycji Chorwata jest tylko aresztowany tydzień temu za grożenie śmiercią, ale wypuszczony później na wolność Diafra Sakho oraz niezbyt wiarygodny i nierówny Mauro Zarate. Kontuzja (znowu) wyeliminowała z gry Andy’ego Carrolla, który wróci do skakania do dośrodkowań najwcześniej w październiku, a Enner Valencia padł ofiarą przedsezonowych bojów Ligi Europy, wypadając do listopada, i to przy optymistycznym rozwoju wypadków.

Dlatego nie powinno dziwić, jeśli w ostatnich godzinach okienka transferowego jakiś napastnik, mający być graczem West Hamu, wyląduje na stołecznym lotnisku Heathrow i pośpiesznie uda się do wschodniego Londynu w celu podpisania kontraktu.

Jednak jakimś cudem udało się dziewięciokrotnie zapakować piłkę do siatki rywali, co jest drugim najlepszym wynikiem w lidze (lepszy tylko Manchester City). To nie znaczy od razu, że Bilić się myli, ale że WHU zdobywa gole w inny sposób niż tylko w oparciu o skuteczność napastników.

We wspomnianych już wcześniej meczach z Liverpoolem i Arsenalem wykorzystali po prostu błędy indywidualne rywali – Arsenal w całym spotkaniu popełnił dwa takowe i został skarcony. Liverpool popełnił jeden indywidualny błąd, prowadzący do utraty bramki (Dejan Lovren). Przy dwóch pozostałych golach nie popisał się odpowiednio Joe Gomez i cała defensywa „The Reds”.

Inny ogromny atut to Dimitri Payet. 28-letni Francuz przyszedł w czasie obecnego okienka transferowego i już miota całą ligą, notując asysty i kreując mnóstwo sytuacji.

Tak miotał liverpoolczykami…

https://vine.co/v/eIeFOHL5wdI

….tak piłkarzami „The Gunners”….

…a tak prezentują się jego liczby w kontekście wykreowanych sytuacji bramkowych w sezonie 2014/2015. Warto dodać, że od 2010 roku asystował przy 93 bramkach – więcej od Juana Maty czy Mesuta Oezila.

http://i60.tinypic.com/mjmpva.png

Bilić miał też trochę szczęścia w tym, że w spotkaniach z faworytami jego trenerscy vis-a-vis nie wykorzystywali pełnego potencjału swoich kadr i zbyt wolno reagowali na wydarzenia boiskowe. Bo i Liverpool, i Arsenal zagrali bardzo wąsko (jak na start) z przeciwnikiem grającym w „Diamencie” na zagęszczonym środku pola. Na przypadek Arsenalu po meczu zwracał uwagę ekspert BBC Sport, Danny Murphy. Według niego Arsenal przegrał inaugurację sezonu, bo nie miał wystarczającej mocy w bocznych sektorach boiska. Poniżej przykłady.

Numer 1

http://i57.tinypic.com/2ag2fl3.png

Numer 2

http://i62.tinypic.com/3093axj.png

Numer 3

http://i61.tinypic.com/10mudmp.png

Brendan Rodgers, wystawiając Philipe Coutinho na skrzydle, popełnił ten sam błąd, bo wiadomo, że Brazylijczyk nie jest naturalnym skrzydłowym i schodzi do środka. Rzucanie Ibe do boku było tylko próbą ratunku i tak przegranej bitwy.

http://i58.tinypic.com/2iabbdh.png

Co zatem musi poprawić West Ham, by zdobywać więcej punktów niż tylko 50% z możliwych? Poprawić grę obronną ze słabszymi zespołami. Leicester i Bournemouth oddało na bramkę Adriana/Randolpha łącznie 13 strzałów. Liverpool i Arsenal tylko siedem, co jasno pokazuje, przed kim (paradoksalnie) WHU lepiej się broni. Z Bournemouth defensywa „Młotów” popełniła trzy (!) indywidualne błędy prowadzące do utraty bramki, przez co Randolph kontynuował swoją niezbyt udaną passę meczów z mistrzem Championship (rok temu grając w Birmingham w dwóch konfrontacjach, 12 razy wyciągał piłkę z siatki, teraz poniżej średniej, czyli „tylko” cztery).

Druga kwestia to czerwone kartki. Noble z Liverpoolem, Jenkinson z Bournemouth, a Adrian z Leicester. Pomijamy tu zupełnie czerwienie, które padały w meczach pucharowych (kolejne trzy). Jeśli gra się niemal w każdym meczu w osłabieniu, to trudno o dobre rezultaty – to raczej problem o podłożu mentalnym, który Bilić musi rozwiązać.

Jeśli do tego uda się sprowadzić jakościowego napastnika, to miejsce na półmetku sezonu powinno być wyższe niż w połowie tabeli. Wtedy bańki mydlane, o których mowa, w hymnie klubu będą latać naprawdę wysoko!

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Możesz zalogować się swoim kontem FB, Twitter lub pisać jako gość.

Najnowsze