Po wielu latach posuchy kibice w Bremie mogą żyć nadzieją, że w kolejnym sezonie na Weserstadion ich drużyna gościć będzie ekipy z całej Europy, a nie tylko mierzyć się z zespołami z Niemiec. Od ostatnich sukcesów minęło wszak wiele lat, więc powrót na europejskie salony byłby przez bremeńczyków mile widziany.
Ostatnim większym sukcesem dla Werderu był sezon 2009/2010, kiedy to prowadzona przez Thomasa Schaffa drużyna z Bremy zajęła miejsce na podium, kończąc na 3. miejscu. Wówczas awansowała do Ligi Mistrzów. Tam jednak nic nie wskórała, zajmując ostatnie miejsce za Tottenhamem, Interem Mediolan i, co ciekawe, również za holenderskim Twente Enschede.
Kolejne lata to pasmo nieudanych wyników sportowych – klub tułał się w dolnych rejonach tabeli. Obecnie jednak wszystko wygląda lepiej i w Bremie mogą myśleć o pucharach.
Walka do końca
O miejsce gwarantujące grę w Lidze Europy oczywiście łatwo nie będzie. Zespół, mimo że gra ciekawą piłkę i wygląda obiecująco, ma trudną konkurencję. Bayer Leverkusen, TSG 1899 Hoffenheim, VfL Wolfsburg, ale także Eintracht Frankfurt czy Borussia Moenchengladbach to najpoważniejsi rywale. Trudno w takim towarzystwie upatrywać w „Zielono-białych” faworytów do zajęcia przykładowo szóstego miejsca, nie mniej nie wolno odbierać im szans.
Jak udowodnili w poprzednich meczach, Werder to drużyna, która potrafi pokazać siłę. Szczególnie wiosna wygląda imponująco w wykonaniu podopiecznych Floriana Kohfeldta. Ci w roku 2019 wciąż pozostają zespołem niepokonanym i biorąc pod uwagę formę z ostatnich dziesięciu spotkań, zespół zajmowałby czwarte miejsce.
Prawdziwy egzamin umiejętności jednak przed Bremą w najbliższych tygodniach. W terminarzu rywale z najwyższej półki z wyłączeniem Fortuny Düsseldorf. Szczególnie najbliższy mecz może dać się we znaki. Wiele wskazuje na to, że dobra passa się skończy, bo przeciwnikiem będzie Bayern Monachium.
Konsekwentne wzmacnianie składu
Dobry sezon w wykonaniu Werderu nie jest przypadkiem. Obecny szkoleniowiec, Florian Kohfeldt, to od lat postać związana z klubem. Pracował tu na różnych szczeblach: jako trener młodzieży, rezerw, jako tymczasowy szkoleniowiec, aż w końcu dostał posadę pierwszego – w październiku poprzedniego sezonu. Mało tego, ten młody, 36-letni trener był niegdyś bramkarzem tego klubu. Jak się okazuje, stawianie na swoich się opłaca.
Co niezwykle ważne, przy budowaniu silnego zespołu w klubie rozsądnie sprowadzani są kolejni zawodnicy. Mimo niewielkiego budżetu do Bremy potrafiono ściągnąć kilka ciekawych nazwisk.










