Były gracz Legii Warszawa, Grzegorz Wędzyński, wypowiedział się na temat czwartkowego meczu swojego byłego klubu z Hapoelem Tel-Aviv. Wędzyński w przeszłości występował w ekstraklasie Izraela.
– Hapoel Tel-Aviv, podobnie jak Legia, jest znany w swoim kraju i posiada liczne grono kibiców. Drużyna wywalczyła wiele mistrzostw i pucharów Izraela, a w ostatniej dekadzie bardzo dobrze prezentowała się w rozgrywkach o europejskie puchary. W sezonie 2001-2002 drużyna „Czerwonych demonów” awansowała do ćwierćfinału turnieju o Puchar UEFA, gdzie odpadła z Milanem, a od 2006 roku regularnie uczestniczy w fazach grupowych międzynarodowych rozgrywek. W ubiegłym sezonie Hapoel wystąpił w Lidze Mistrzów. Tam Izraelczycy pokonali Benfikę oraz zremisowali z Schalke i Lyonem. Na szczęście dla Legii latem klub opuścili najlepsi zagraniczni piłkarze. Na ich miejsce sprowadzono rodzimych piłkarzy, dlatego obecnie zespół z Tel-Avivu jest „na dorobku” – rozpoczął.
Wedzyński parę słów powiedział również na temat trenera Hapoelu, Drora Kashtana. – Obecnie funkcję trenera czwartkowego rywala Legii pełni Dror Kashtan. To doświadczony szkoleniowiec, który w przeszłości pełnił funkcję selekcjonera izraelskiej kadry narodowej oraz dwukrotnie zdobył podwójną koronę, czyli mistrzostwo i puchar Izraela. On był współautorem pomysłu, aby odmłodzić kadrę Hapoelu. Co ciekawe, na każdym meczu opiekun „Czerwonych demonów” ma w kieszeni blaszaną łapkę, która przynosi mu szczęście – zauważył.
Na sam koniec, poproszony o wytypowanie wyniku czwartkowego pojedynku, zapowiedział, że z całego serca będzie kibicować legionistom, którzy, jego zdaniem, mają dużą szansę na zwycięstwo. – Moim zdaniem Legia ma spore szanse na odniesienie zwycięstwa w czwartkowym spotkaniu. W Hapoelu, który w poprzednich sezonach dominował w lidze, zaszły spore zmiany kadrowe. Nowi zawodnicy stawiają pierwsze kroki na międzynarodowej arenie. Poza tym podopieczni trenera Skorży mogą zdominować rywala walką fizyczną oraz agresywnym stylem gry. Izraelczycy preferują piłkę techniczną i mogą sobie nie poradzić – zakończył Grzegorz Wędzyński.










