W 32. serii gier na zapleczu Ekstraklasy miejscowy Ruch uległ w Radzionkowie poznańskiej Warcie 0:1. Gola na wagę trzech punktów dla ekipy z Poznania zdobył w 84. minucie Marcin Wojciechowski.
Sobotnie spotkanie rozgrywane było przy przelotnych opadach deszczu, dlatego bramkarze obu drużyn musieli być podwójnie skoncentrowani. Jako pierwsi w 7. minucie groźną kontrę przeprowadzili miejscowi, ale obyło się jedynie na strachu, gdyż Mateusz Mak minimalnie chybił. Chwilę później popularne „Cidry” mogły dopiąć swego. Tym razem bliski szczęścia po dośrodkowaniu Foszmańczyka był Rzepka, ale jego uderzenie minimalnie powędrowało nad bramką gości. Poznaniacy co prawda za sprawą Zakrzewskiego zdobyli gola w 20. minucie, lecz arbiter główny po sygnalizacji sędziego liniowego słusznie bramki nie uznał i na tablicy świetlnej cały czas widniał bezbramkowy remis.

Trzy minuty po tym wydarzeniu w polu karnym Warty zaszalał Michał Mak i tylko dzięki wspaniałej interwencji Bledzewskiego przyjezdni utrzymywali wynik 0:0. W następnym fragmencie spotkania gra się zaostrzyła, w wyniku czego sędzia Artur Radziszewski był zmuszony do pokazania zawodnikom obu ekip trzech żółtych kartek.
Po zmianie stron lepiej w rytm meczowy weszli „Zieloni”, jednak posiadanie piłki nie przekładało się na zagrożenie pod bramką Marcina Suchańskiego. W ostatnich dwóch kwadransach do pracy wzięli się gracze Ruchu, ale zarówno przy próbie Michała Maka, jak i Tomasza Foszmańczyka, zabrakło szczęścia i obie sytuacje spaliły na panewce. Golem dla „Cidrów” ponownie zapachniało dziesięć minut przed końcem tych zawodów. Piotr Giel zdecydował się na zagranie piłki do Dawida Jarki. W całym zamieszaniu futbolówka znalazła się pod nogami Mateusza Maka, który skierował futbolówkę w światło bramki, lecz ta w ostatniej chwili nie przekroczyła linii bramkowej.
W 84. minucie nastąpiła upragniona odpowiedź podopiecznych Bogusława Baniaka. To co nie udało się Ruchowi, skutecznie wykorzystał zespół Warty, który w końcowej fazie meczu za sprawą Marcina Wojciechowskiego otworzył wynik tej rywalizacji. Po tym nieoczekiwanym zwrocie akcji miejscowi dalej atakowali, jednak strzały Giela i Rzepki pewnie wyłapywał Andrzej Bledzewski. Dzięki wygranej drużyna z Poznania awansowała na czwartą lokatę, jednak Piast i Sandecja nie rozegrały jeszcze swoich spotkań w tej kolejce.











