W meczu „na wodzie” Warta Poznań przegrała ze Zniczem Pruszków 2:3. Bohaterem gości był Tomasz Chałas, którego bramka zapewniła cenne, w kontekście dalszej walki o utrzymanie, trzy punkty.

Pierwszy gwizdek sędziego miał zabrzmieć punktualnie o 17:00. Spotkanie odbyło się jednak z ponad godzinnym opóźnieniem. Wszystko przez ulewę, która przeszła przez Poznań. Deszcz spowodował, że boisko nie nadawało się do gry. Cała murawa przesiąknięta była wodą, a w dwóch miejscach rozległe kałuże były tak głębokie, że sięgały niemal do kolan. Gdyby nie szybka akcja pracowników klubu, piłkarzy i kibiców, którzy solidarnie chwycili za wiadra, a nawet bandy reklamowe, mecz w ogóle by się nie odbył. Trzeba przyznać, że pomagający przygotować plac gry piłkarze na poziomie pierwszoligowym, to widok niecodzienny nawet w naszym kraju.
Znacznie gorzej niż z wodą poznaniacy radzili sobie ze Zniczem. Pruszkowianie wydawali się być zespołem bardziej zdeterminowanym i od pierwszych minut ruszyli do ataku. Na boisku królował przede wszystkim chaos. Nasiąknięta murawa oraz kałuże nie pozwalały piłkarzom na zbyt wiele. Długie wykopy z własnej połowy to najczęstsze zagrania obydwu zespołów. Na szczęście brak finezji zrekompensowały kibicom liczne bramki. W pierwszej odsłonie padły aż cztery. Dwukrotnie na prowadzenie wychodzili goście. Pierwszy raz już w 5. minucie za sprawą Jacka Falkowskiego. Wyrównał Piotr Reiss, przełamując tym samym towarzyszącą mu od dłuższego czasu strzelecką niemoc. Przed samą przerwą padły jeszcze dwa gole. Najpierw rzut karny na bramkę zamienił Tomasz Chałas, a szybkie wyrównanie zapewnił Warcie rutynowany Tomasz Bekas.
W drugiej połowie lepiej zaprezentowali się gospodarze, dochodząc do wielu sytuacji bramkowych. Świetnie w bramce pruszkowian spisywał się jednak Adrian Bieniek. Końcowe minuty spotkania były bardzo nerwowe. Zniczowi zależało na wygranej, która daje jeszcze nadzieje na utrzymanie się w lidze. Znajdujący się na trybunach (z racji kary nałożonej wcześniej przez PZPN) Jacek Grembocki bardzo głośno przez telefon komórkowy tłumaczył swojemu asystentowi, jakiej gry od zespołu oczekuje. Rozmowa trenera była tak głośna, że słyszeli ją śmiejący się kibice, ale i zawodnicy Warty. To trener Znicza mógł jednak zatriumfować. W 85. minucie meczu po bardzo ładnej akcji, gola na wagę trzech punktów zdobył Tomasz Chałas, udowadniając tym samym, że jest czołowym napastnikiem na zapleczu Ekstraklasy.
Szczęścia poznaniakom nie przyniósł Tomasz Kuszczak, który na trybunach oglądał to spotkanie. Reprezentacyjny bramkarz Manchesteru United do Poznania przyjechał na zaproszenie Piotr Reissa.











