Przy prawie pustych trybunach i padającym śniegu Warta Poznań przegrała z Górnikiem Polkowice w ramach ostatniej kolejki pierwszej ligi.

– Zagraliśmy mało skutecznie i bez koncentracji w defensywie – powiedział po meczu trener Warty Ryszard Łukasik. I trudno nie przyznać mu racji. „Zieloni” mogli prowadzić już po trzydziestu sekundach, gdyby w sytuacji oko w oko z Sebastianem Szymańskim więcej zimnej krwi zachował doświadczony Piotr Reiss. Wspominane przez Ryszarda Łukasika braki w szykach defensywnych goście obnażyli w ciągu zaledwie dwóch minut. Najpierw w 15. minucie Piątkowski skierował piłkę do siatki głową po dośrodkowaniu Piotrowskiego. Chwilę później zabójczą kontrę Górnika celnym strzałem lewą nogą zakończył Zbigniew Grzybowski.
Po tych szalonych dwóch minutach piłkarze dostosowali się do atmosfery na trybunach, czyli z boiska wiało nudą. Ciekawiej zrobiło się dopiero po przerwie. Pięć minut po wznowieniu gry drugiego gola dopisał sobie Grzybowski. Były gracz Zagłębia Lubin najlepiej odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym i mocnym strzałem pokonał Łukasza Radlińskiego.
Już wtedy wiadomo było, że nic nie odbierze polkowiczanom trzech punktów. „Zielonych” próbował jeszcze do boju poderwać kapitan Tomasz Magdziarz, ale poznaniaków było stać tylko na jedną bramkę. W 78. minucie Marcin Wojciechowski pięknym strzałem w okienko z rzutu wolnego zmniejszył rozmiary porażki.
Dla Górnika Polkowice było to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. – Wiedzieliśmy, że Warta ma luki w defensywie i udało się nam to wykorzystać. Szybko zdobyliśmy dwie bramki i to ustawiło mecz. Mamy 25 punktów i siódme miejsce w tabeli i bardzo mnie to cieszy – podsumował ostatni mecz rundy jesiennej pierwszej ligi trener Górnika Polkowice Dominik Nowak.











