Taką frekwencję na meczu Warty pamiętają tylko najstarsi kibice. Około 15 000 widzów przy Bułgarskiej oglądało starcie Warty Poznań z GKS-em Katowice. Ci, którzy wybrali się na stadion, z pewnością nie żałowali. Po ciekawym i emocjonującym spotkaniu gospodarze pokonali GKS Katowice 2:1.

Pomimo odległych miejsc w tabeli zajmowanych przez Wartę i GKS, niedzielny mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Wszystko za sprawą zmian, do jakich zimą doszło w Poznaniu. Nowy właściciel klubu – Izabella Łukomska-Pyżalska – sprawiła, że o jednym najbiedniejszych i najmniej medialnych klubów na zapleczu Ekstraklasy stało się bardzo głośno. „Zielona rewolucja” to hasło odzwierciedlające metamorfozę, jaką przeszła Warta. Co najważniejsze, jej beneficjentami stali się także poznańscy kibice, którzy wiosną za darmo mogą oglądać wszystkie mecze „Zielonych” u siebie.
Spotkanie rozpoczęła się z kilkunastominutowym opóźnieniem. Wszystko z uwagi na ogromne zainteresowanie kibiców, którzy nie zdążyli na czas zająć miejsc na trybunach. Takich tłumów na meczu Warty nie było co najmniej od kilkudziesięciu lat. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego, głos zabrała prezes klubu oraz kapitan Tomasz Magdziarz, którzy wspólnie podziękowali publiczności za przybycie.
Od pierwszych minut obie drużyny starały się opanować grę w środku pola tak, aby zneutralizować poczynania rywala. Już w 12. minucie sygnał do ataku dał lider gospodarzy – Piotr Reiss. Jego uderzenie z woleja tuż zza pola karnego było jednak niecelne. Minutę później „Zieloni” stworzyli sobie bardzo dogodną sytuację. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, głową strzelał Alain Ngamayama, a piłka przeleciała nad spojeniem bramki strzeżonej przez Jacka Gorczycę.
Konsekwentna gra poznaniaków przyniosła w końcu efekt. W 24. minucie z narożnika boiska szans bramkarzowi GKS-u nie dał Michał Ciarkowski, zdobywając swoją drugą bramkę w barwach „Zielonych”. Pomimo apelu kibiców – „Jeszcze jeden, jeszcze jeden” – na kolejną groźną sytuację trzeba było trochę poczekać, bo aż do 38.minuty, kiedy to kapitalną interwencją po strzale z najbliżej odległości Ngamayamy popisał się Gorczyca.
W 42. minucie najlepszą sytuację w pierwszej połowie stworzyli sobie goście. Głową uderzał Tomasz Hołota, piłki nie zdołał sięgnąć interweniujący Andrzej Bledzewski, ale ostatecznie wylądowała ona na słupku bramki, ku rozczarowaniu licznie przybyłej grupy kibiców z Katowic.
Po zmianie stron gra się wyrównała i coraz częściej do głosu dochodzili podopieczni Wojciecha Stawowego. W 64. minucie dogodną okazję zmarnował Bartosz Karwan, pudłując z narożnika boiska. Chwilę później swoją szansę mieli gospodarze. Fatalnie zachował się jednak Zbigniew Zakrzewski, który niedokładnie dogrywał piłkę do będącego w pozycji sam na sam z bramkarzem Michała Ciarkowskiego.











