Podziałem punktów zakończył się mecz Warty z Górnikiem Łęczna w Poznaniu. Dzięki remisowi 1:1 obie drużyny są pewne utrzymania przed ostatnią kolejką spotkań. Piłkarze gospodarzy inaczej jednak wyobrażali sobie pożegnanie przed własną publicznością.

Mecz ułożył się dla poznaniaków bardzo niekorzystnie. Już w 5. minucie stracili bramkę po błędzie obrony, który z zimną krwią wykorzystał Janusz Surdykowski. Szczęśliwe prowadzenie pozytywnie wpłynęło na zawodników Mirosława Jabłońskiego. Górnik przeważał, a rajdy szczególnie prawym skrzydłem w wykonaniu Bartłomieja Niedzieli stwarzały sporo problemów defensywie Warty. Dobrze zapowiadające się akcje kończyły się jednak niecelnymi strzałami lub stratami piłki w okolicach pola karnego.
– Moi zawodnicy, gdy znajdowali się w dogodnych sytuacjach, podejmowali złe decyzje i nic z naszej przewagi nie wynikało – tak uzasadniał przyczyny nieskuteczności swojej drużyny Mirosław Jabłoński.
W drugiej połowie sytuacja na boisku uległa zmianie. Przeważała Warta, ale jej gra daleka była od oczekiwań kibiców. Piłkarzy „Zielonych” niczym nie przypominali drużyny, która przed tygodniem zaskoczyła wszystkich, pokonując Górnika Zabrze. Dopiero ostatni kwadrans meczu to bardzo wyraźna dominacja poznaniaków. Spokój w poczynaniach defensywnych za sprawą wycofanego Tomasza Magdziarza oraz doświadczenie Piotra Reissa, który dwukrotnie umiejętnie wymusił na przeciwniku faul, zaowocowały bramką zdobytą przez młodego obrońcę Macieja Wichtowskiego. – Sprawiłem sobie prezent na Dzień Dziecka – żartował po meczu strzelec gola na wagę utrzymania.
– Remis to sprawiedliwy rezultat – ocenił na pomeczowej konferencji Mirosław Jabłoński. – Byliśmy zbyt rozluźnieni w pierwszej połowie, ale w przerwie powiedzieliśmy sobie, że mamy zepchnąć zespół Górnika do głębokiej defensywy – mówił wyraźnie zadowolony z remisu Marek Czerniawski, trener gospodarzy.











