W jednym z najciekawszych spotkań 4. kolejki pierwszej ligi Warta Poznań rozgromiła ŁKS Łódź 4:1. Po bezbarwnej pierwszej połowie, kibice zgromadzeni przy Bułgarskiej w drugiej odsłonie meczu zobaczyli w wykonaniu gospodarzy pokaz ofensywnej gry.

Faworytem spotkania był ŁKS Łódź. Podopieczni Andrzeja Pyrdoła mają jasno określony cel – awans do Ekstraklasy. Dlatego piłkarze ŁKS-u liczyli na komplet punktów zdobyty w Poznaniu, tym bardziej że Warta nie zachwycała. W trzech kolejkach popularni „Zieloni” zanotowali dwa remisy i porażkę, prezentując się znacznie poniżej oczekiwań.
Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego do ataku ruszyli zawodnicy Warty, którzy jakby chcieli udowodnić rywalom, że są gospodarzami meczu i nie należy ich lekceważyć. Już w 5. minucie dobrą okazję miał Tomasz Magdziarz, ale kapitan poznaniaków uderzył niecelnie z narożnika boiska. Kilka minut później przed podobną szansą stanął Reiss, ale nie zdołał pokonać Bogusława Wyparły. Były to nieliczne sytuacje, jakie w pierwszej połowie potrafili sobie stworzyć gracze Marka Czerniawskiego.
Znacznie groźniejsze i częstsze ataki przeprowadzał ŁKS. W 16. minucie piłka po raz pierwszy znalazła się w bramce Łukasza Radlińskiego, ale sędzia Mariusz Trofimiec słusznie dopatrzył się pozycji spalonej u Krzysztofa Smolińskiego. O ofsajdzie nie mogło być mowy w 21. minucie, kiedy to prowadzenie gościom dał Krzysztof Mączyński, bezlitośnie wykorzystując błąd Łukasza Jasińskiego przy wyprowadzaniu piłki. Bramka dodała łodzianom skrzydeł. Próbowali jeszcze podwyższyć rezultat. Kilka dobrych sytuacji miał Marcin Mięciel, ale niedający się zaskoczyć Łukasz Radliński kolejny raz udowodnił, że jest bardzo solidnym punktem w jedenastce Warty.
Zaraz po przerwie niespodziankę swoim sympatykom sprawili gracze Warty. Maciej Wichtowski uderzeniem głową dał wyrównanie. Dokładną asystą przy bramce popisał się Paweł Iwanicki, jeden z najjaśniejszych punktów gospodarzy w tym meczu. Szybki gol zupełnie odmienił grę poznaniaków, którzy z minuty na minutę prezentowali się coraz lepiej. Kibice przecierali oczy ze zdumienia, po przerwie piłkarze gospodarzy w niczym nie przypominali bowiem tych z pierwszej połowy. W 56. minucie indywidualną akcję przeprowadził Iwanicki i Warta mogła się już cieszyć z prowadzenia. Nie był to koniec popisów strzeleckich graczy w zielonych koszulkach. W 78. minucie upragnioną bramkę zdobył Zbigniew Zakrzewski, który wcześniej miał ku temu dwie bardzo dobre okazje. Wynik meczu ustalił z rzutu wolnego Piotr Reiss, przypominając, że ciągle jest jednym z najlepszych egzekutorów stałych fragmentów gry na zapleczu Ekstraklasy.











