Real Madryt rozgromił Athletic Bilbao na Santiago Bernabeu w meczu przedostatniej kolejki Primera Division. Pomimo 95 punktów na koncie „Los Blancos”, wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że to Barcelona sięgnie po mistrzostwo Hiszpanii.
Real Madryt – Athletic Bilbao
Żywiący resztki nadziei na końcowy tryumf Real podejmował u siebie niewygodne Athletic Bilbao. Baskowie są groźni przede wszystkim na San Memes, także kibice zgromadzeni przed telewizorami jak i na Santiago Bernabeu nie mieli wątpliwości, która ekipa sięgnie po trzy punkty.
Pierwsza okazję na otworzenie wyniku miał Toquero, jednak jego strzał zatrzymał Casillas. Mecz ułożył się świetnie dla gospodarzy już w 20. minucie. Za zagranie piłki ręką w polu karnym z boiska został wyrzucony Amorebieta, zaś rzut karny pewnie wykorzystał Cristiano Ronaldo. Do 38. minuty brakowało klarownych sytuacji, jednak wtedy dał o sobie znać Fernando Gago, którego strzał wybił Iraizoz, zaś z dobitką pospieszył Granero. Jednak i tym razem górą był bramkarz gości. Dwie minuty później fantastyczną akcją popisał się Francisco Yeste, który twardo trzymając się na nogach, nie zważając na niepewnie interweniujących graczy Realu, wbiegł w pole karne i strzałem w długi róg pokonał Casillasa. Po pierwszej połowie mieliśmy więc sensację, grający w dziesiątkę Athletic odbiera Realowi szanse na tytuł!
W drugiej połowie, Real – co zrozumiałe – dążył do wyrównania, choć pewnie piłkarzy Pellegriniego nieco deprymowały wieści z Sewilli. Tam Barcelona udzielała miejscowym lekcji futbolu. Dwie okazje, które mogły dać Realowi prowadzenie, zmarnował Esteban Granero. Jedną Gonzalo Higuain, w 69. minucie. Wcześniej swoją drugą bramkę w meczu mógł zdobyć Yeste, jednak tym razem Casillas nie dał się pokonać. W 73. minucie Real dopiął swego: po rzucie rożnym głową uderzał Benzema, piłka odbiła się od obrońcy, a świetną interwencją popisał się Iraizoz. Sparowana przez niego piłka spadła jednak wprost na głowę Higuaina, który z ostrego kąta uzyskał prowadzenie dla „Galacticos”. Wtedy zaczął się koncert gry Realu. Na wieść o wyniku w Sewilli (gospodarze „wyciągnęli” 0:3 na 2:3), Real jakby dostał skrzydeł. W 71. minucie akcję podobną do tej autorstwa Yeste z pierwszej połowy przeprowadził Ramos. Tyle tylko, że pokonał Iraizoza ładniejszym strzałem, a i wcześniej próbował dogrywać do kolegi. Dziesięć minut później, z prawej strony w pole karne wbiegł Kaka, zastawiając piłkę przebiegł kilka metrów i dokładnie podał do Benzemy, który bez zastanowienia uderzył na krótki słupek bramki Athletiku. 4:1 dla Realu! W 89. rywali dobił jeszcze Marcelo, który wykorzystał bezmyślne zagranie Gabilondo i bez problemu pokonał bezradnego Iraizoza.
„Los Blancos” wygrali zdecydowanie, zgromadzili nieprawdopodobną ilość punktów, mają porażający bilans bramkowy, Ronaldo i Higuain strzelili łącznie ponad pół setki bramek, ale… Wszystko wskazuje na to, że do zwycięstwa w lidze zabraknie im dwóch punktów. Gdyby choć raz wygrali z „Barcą”… W tej sytuacji kibice i piłkarze Realu mogą tylko liczyć na cud. Real Valladolid musiałby bowiem nie przegrać na Camp Nou za tydzień.










