Mimo początkowych trudności Levante pokonało Real Sociedad 3:2, decydującą bramkę zdobywając w ostatniej minucie. Jako pierwsi na samym początku do siatki trafili goście, a konkretnie Daniel Estrada. Następnie obie ekipy wyszarpywały sobie prowadzenie, aż w końcu wynik spotkania ustalił Ruben Suarez.
Klubowa telewizja UD Levante przygotowała jakiś czas temu spot reklamowy, którego przekaz był jasny: nie budźcie się, śnijcie dalej. Bo czym innym mogłoby być dla „Żab” pierwsze miejsce w klasyfikacji Primera Division, jeśli nie pięknym snem? Marzenia czasem jednak się spełniają – po przekonującym zwycięstwie z Villarrealem piłkarze Levante wskoczyli na pozycję lidera, wyprzedzając Real Madryt i Barcelonę. Obudzić drużynę prowadzoną przez Juana Martineza próbował baskijski Real Sociedad, który miał już niejaką wprawę w urywaniu punktów zespołom z czołówki. W 3. kolejce tego sezonu „Txuri-urdin” podzielili się oczkami z „Blaugraną”.

Niestety dla gospodarzy, przebudzenie nastąpiło błyskawicznie. W 4. minucie spotkania po dalekim podaniu Mikela Aranburu chyba pierwszy błąd w tej edycji rozgrywek popełnił Gustavo Munua. Piłka trafiła pod nogi Daniela Estrady, który pewnym strzałem dał zespołowi przewagę. Już na samym początku ekipa z San Sebastian podcięła „Las Granotas” skrzydła! Trzy minuty po stracie bramki mogła paść kolejna. Tym razem uderzał Vela, Munua po raz kolejny wybił futbolówkę przed siebie, lecz tym razem wsparli go obrońcy i zagrożenie zostało zażegnane. Jakiś czas później nieśmiało spróbowało odpowiedzieć Levante, ale udało mu się jedynie wywalczyć rzut rożny, z którego nic nie wynikło. Lekki strzał Juanlu także nie mógł zaskoczyć golkipera Realu Sociedad.
W 15. minucie goście sposobili się do kolejnego groźnego ataku, ale tym razem Carlosa Velę wyprzedził Sergio Ballesteros. Zaraz potem niecelnie strzelał Zurutuza – szturm Basków trwał w najlepsze. Swoich kolegów defensorów na chwilę odciążył Kone, który znalazł się w świetnej sytuacji w polu karnym, ale posłał piłkę wzdłuż bramki zamiast do niej. Jeszcze bliżej trafienia był w 22. minucie Jose Barkero, który próbował przelobować Claudia Bravo. Tym razem futbolówka przeleciała milimetry nad poprzeczką. Kolejne minuty upłynęły na walce w środku pola i niedokładnych zagraniach, które uniemożliwiły wyprowadzenie niebezpiecznej akcji. W 27. minucie doszło do starcia Arouny Kone z Inigo Martinezem w obrębie „szesnastki” graczy z Walencji, ale Iglesias Villanueva faulu nie widział.
Levante walczyło o wyrównujące trafienie coraz bardziej zdecydowanie. Po rzucie rożnym strzelał Barkero – piłkę wybili defensorzy przyjezdnych. Kontratak „Txuri-urdin” nieprzepisowo przerwał Valdo, za co obejrzał żółty kartonik. Chociaż w końcówce pierwszej części gry wydawało się, że nic już się nie wydarzy, doszło do dwóch groźnych okazji pod obiema bramkami. Najpierw w 44. minucie znakomitą paradą po strzale Jose Barkero popisał się Claudio Bravo, a kilkadziesiąt sekund później w poprzeczkę trafił Inigo Martinez. Jako że w pierwszych 45 minutach przerw na Ciutat de Valencia nie było, sędzia po upływie regulaminowego czasu zaprosił piłkarzy do szatni.












