W spotkaniu kończącym 12. kolejkę Primera Division Getafe pokonało Atletico 3:2. W tym rezultacie nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że gospodarze 2/3 spotkania grali w osłabieniu, a przed tym spotkaniem zajmowali ostatnią pozycję w lidze.
To nie było przeciętne spotkanie w Primera Division. Przede wszystkim były to małe derby Madrytu, ale ważna była także otoczka tego spotkania – Atletico, pomimo wysokiej wygranej w tym tygodniu w Lidze Europy, bardzo zawodzi w tym sezonie w lidze. Jedenaste miejsce i strata już kilku punktów do strefy dającej awans do europejskich pucharów to z punktu widzenia „Los Rojiblancos” nieudany początek sezonu. Spotkanie z ostatnim w tabeli Getafe miało dać sygnał, że po dwóch kolejnych wygranych zespół Gregorio Manzano wpadł w odpowiedni rytm.

Spotkanie bardzo długo układało się po myśli przyjezdnych, którzy już w pierwszych 20 minutach kilkukrotnie zmuszali Moyę do pokazania ponadprzeciętnych umiejętności – najpierw w 11. minucie po strzale głową Godina, później w 16. minucie po uderzeniu Diego, a wydawałoby się, że pełnia szczęścia przyszła w 28. minucie, kiedy to szarżującego Falcao w idiotyczny sposób w polu karnym powalił Lopo, który zupełnie nie był zainteresowany piłką. Obrońca gospodarzy z miejsca dostał słuszną czerwoną kartkę, a do rzutu karnego podszedł sam poszkodowany, który w międzyczasie zdążył zmienić obuwie, i pewnym strzałem nie dał szans Moyi. Ciekawostką z pewnością było to, że dla Lopo było to już 12. wykluczenie w historii i tym „wyczynem” stał się samodzielnym rekordzistą w tej kategorii, wyprzedzając mających po 11 czerwonych kartek Marchenę i Ballesterosa. W kolejnych minutach bardzo źle działo się w szeregach gospodarzy, gdyż przede wszystkim niektórzy piłkarze mieli problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy i głównie dlatego już w 33. minucie obejrzeliśmy pierwszą zmianę, po której z boiska zszedł Pedro Rios, ukarany minutę wcześniej żółtą kartką. Kto wie, czy ta natychmiastowa reakcja Luisa Garcii nie zmieniła całkowicie oblicza spotkania?
Atletico, prowadząc i grając w przewadze z najsłabszą drużyną ligi, zbyt szybko uwierzyło, że ten mecz musi wygrać i w 40. minucie zostało srogo ukarane. Tuż przed polem karnym Tiago sfaulował Barradę, do piłki ustawionej na 18. metrze podszedł sam sfaulowany i mocnym strzałem nad murem pokonał Courtoisa, który chyba mógł się lepiej zachować w tej sytuacji. Do przerwy było zatem 1:1, jednak patrząc na przebieg gry na boisku, ciężko było dostrzec, która drużyna gra w osłabieniu. Bardzo powoli spotkanie to dla Atletico z miana „spacerku” przybrało postać „pokażmy, jak słabi jesteśmy”. Najlepszym graczem na boisku był Barrada, a w szeregach przyjezdnych bardzo groźnie prezentował się zwłaszcza Arda, przez którego przechodziła zdecydowana większość piłek.











