Ponad półtora roku temu Lech Poznań zdecydował się na ściągnięcie Juliusza Letniowskiego, wówczas wyróżniającego się zawodnika Fortuna 1. Ligi. Jego kariera w Poznaniu nie potoczyła się tak, jak wszyscy się spodziewali. Na miejsce odbudowy wybrał Gdynię, choć jest wychowankiem Lechii Gdańsk. Jak na razie w debiucie zaliczył fenomenalny występ, okraszony dwoma trafieniami.
Jak na 22-latka Juliusz Letniowski przeżył naprawdę dużo. Nieudana pierwsza przygoda w Bytovii, później odbudowa w III lidze i ponownie Bytovia, tym razem pobyt w Bytowie wspomina bardzo dobrze, bo zwieńczony został transferem do „Kolejorza”. To był moment, w którym miał zostać ważną postacią w Lechu. Sprawy potoczyły się jednak inaczej. Głównie przez kontuzje. To jeden z głównych powodów, dla których postanowił zrobić krok w tył, wracając na boiska Fortuna 1. Ligi. Przy takiej grze wróżymy mu jednak szybki powrót na najwyższy szczebel.
Ojciec – trener, menadżer i mentor
Juliusz Letniowski swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w akademii Lechii Gdańsk. Tam jednak nie stawiano na niego zbytnio, a w zasadzie to w ogóle. Jedynym pomysłem „Budowlanych” było wypożyczenie młodego zawodnika do I-ligowej Bytovii Bytów. Jeszcze wtedy sponsorem tytularnym był Drutex. Niestety w składzie „Czarnych Wilków” nie udało mu się przebić. Sezon zakończył z zaledwie trzema występami na koncie i co ciekawe, dwoma żółtymi kartkami od sędziego.
– Miałem wtedy 17 lat i byłem przestraszony. Wszedłem na mecz z Sandecją, strzeliłem w poprzeczkę i wydawało mi się, że złapię wiatr w żagle. Miałem jednak mocnego konkurenta w walce o pierwszy skład. Jakub Serafin był w dobrej formie i grał. Ja byłem trochę słabszy. Potem wróciłem do Lechii Gdańsk – opowiadał w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.
Po kontuzji łękotki, jakiej doznał po powrocie do Gdańska, razem z ojcem zdecydowali się na wypożyczenie do Bałtyku Gdynia, które udało się załatwić w ostatniej chwili. Zejście do III ligi ewidentnie mu pomogło. Tym razem złapał już wiatr w żagle. Pod wodzą ojca, który był ówczesnym trenerem Bałtyku, rozwinął skrzydła. Sezon zakończył z bardzo dobrymi liczbami, bo w 31 spotkaniach strzelił 10 bramek i zaliczył 7 asyst. Jako 18-latek zdecydowanie się wyróżniał w na czwartym szczeblu rozgrywkowym.–
– Nie wszystkim podobało się, że ojciec stawia na syna. Wiedziałem, na co mnie stać, obroniłem się umiejętnościami i zamknąłem usta krytykom – tak mówił o swojej przygodzie w Bałtyku Gdynia.
Ważną, jeśli nie najważniejszą osobą w życiu Julka Letniowskiego jest ojciec, Sebastian. To on zapisał go do akademii Lechii w wieku pięciu lat. Później prowadził go też w Bałtyku, w którym świat o Julku dopiero usłyszał. Choć jak wiemy, często relacje ojciec – syn są bardzo trudne, a tym bardziej gdy muszą razem współpracować. Ten przypadek jest jednak wyjątkiem od reguły. Sebastian Letniowski zajmuje się też wszystkimi sprawami kontraktowymi syna. Przez cały czas też wspierał go mentalnie i wyraźnie przyczynił się do rozwoju syna, przede wszystkim piłkarskiegom. Z racji specyfikacji i przeszłości ojca jego syn jest bardzo dobrze wyszkolony technicznie, czym zabłysnął w 1. Lidze.











