Ekstraklasa wchodzi w decydującą fazę. Meczów coraz mniej, a walka staje się jeszcze bardziej zacięta. I co ciekawe, nie jest to walka o mistrzostwo, a o utrzymanie w lidze. Mało kto przed sezonem stawiał na taki scenariusz. Rozważano raczej, że skoro spada jedna drużyna, to szybko dowiemy się, kto jest tym spadkowiczem. Ekstraklasa kolejny raz pokazała, że przewidywanie czegokolwiek przed jej rozpoczęciem często mija się z jakimkolwiek celem.
– Dla nas każdy punkt jest na wagę złota. Wiadomo, że nie walczymy o mistrzostwo, a o spadek – takim tekstem popisał się niegdyś Franciszek Smuda na konferencji pomeczowej, gdy był szkoleniowcem Górnika Łęczna. Cytat ten idealnie wpasowuje się w kilka drużyn z naszej ligi. Oglądając ekstraklasę, można odnieść wrażenie, że takie kluby jak Podbeskidzie, Cracovia, Wisła Płock czy właśnie Stal Mielec nie walczą o utrzymanie, a właśnie o spadek. Cracovia postawiła na piłkarzy z zagranicy, którym wszystko jedno, czy klub spadnie czy nie. Podbeskidzie stara się jak może, ale jej decyzję również czasami budzą wątpliwości. Stal Mielec postanowiła jednak wyjść na prowadzenie w tym wyścigu o spadek i zwolniła trenera. Trenera, który jest znany z tego, że potrafi gasić duże pożary, a taki właśnie jest w Mielcu.
Dziwne życie trenerów
Sezon temu trenerem Stali był Dariusz Marzec. Poprowadził drużynę w każdym meczu, zdobył w tamtym czasie ponad dwa punkty na mecz. Jest to wynik bardzo dobry, biorąc nawet pod uwagę fakt, że nie jest to najwyższy szczebel rozgrywkowy. Dobra gra poskutkowała wynikami, a wyniki zapewniły awans. Wtedy wydawało się, że w Mielcu jest na czym budować. Fajny, zgrany zespół, trener, który idealnie się w to wszystko wpasował. No niestety, na górze pomyślano inaczej i postanowiono Dariusza Marca zwolnić. Decyzja bardzo niezrozumiała i wydaje się jeszcze bardziej abstrakcyjna, gdy przypomnimy sobie zwolnienie jego poprzednika.
Artur Skowronek również radził sobie dobrze ze Stalą, ale mówiono, że prowadzi cały czas rozmowy z innymi klubami. Zwolniono więc go, aby w pewnym momencie nie obudzić się z ręką w nocniku, czyli bez trenera. Argumentowano to chęcią stabilizacji. Ruch wydawał się logiczny. Przy zwolnieniu Dariusza Marca chyba o tym zapomniano.
Postanowiono postawić na kogoś świeżego – Dariusza Skrzypczaka. Pełnił on wcześniej rolę asystenta Dariusza Żurawia w Lechu. Stal postanowiła mu podziękować już po dziesięciu spotkaniach. Gra nie imponowała, wyniki również. Stal przegrała w tamtym czasie spotkania z beniaminkami, czyli bezpośrednimi rywalami do utrzymania. Co prawda Warcie Poznań w tym momencie bliżej do europejskich pucharów niż walki o życie, ale w tamtym czasie sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Był to jednak jeden z głównych powodów tamtej decyzji. Wtedy już było wiadomo, że Stal raczej do końca będzie drżała o swój byt w ekstraklasie. Wówczas Stal postawiła na Leszka Ojrzyńskiego. Trenera, który potrafi wychodzić z trudnych sytuacji, co już niejednokrotnie udowodnił.











