Ambitna gra do końca, walka o każdy metr boiska, czyli to, czego zespoły Ekstraklasy nie prezentują zbyt często. Odważna gra Śląska zaowocowała golem w 75. minucie, kiedy trafienie w debiucie zanotował Voskamp.
W porównaniu do minionego sezonu Śląsk wystąpił w dość zaskakującym zestawieniu. Szansę na grę od pierwszych minut dostali bowiem Gancarczyk oraz Dudek. Kibice na długo przed pierwszych gwizdkiem zdzierali gardła, a na stadionie, jak i poza nim, panowała znakomita atmosfera. Całe wydarzenie było skutecznie asekurowane przez policję, a wrocławski spiker przypominał o nietolerancji dla treści rasistowskich na stadionach.

Gospodarze od początku spotkania grali agresywnie, starając się jak najszybciej wypracować sobie sytuację bramkową. Już w 9. minucie Diaz po indywidualnym rajdzie przedarł się w pole karne, oddał płaski strzał, ale piłka minimalnie minęła słupek bramki. W odpowiedzi Dundee United przeprowadziło bardzo groźną akcję, a pierwszoplanowym aktorem tego przedstawienia był Russel. Zawodnik szkockiego klubu położył na murawę Kelemena, po czym z obrębu jedenastego metra uderzył na bramkę, jednak strzał był niecelny, a całą sytuację asekurowało trzech piłkarzy Śląska, stojąc na linii.
Kolejnym z piłkarzy, który błysnął umiejętnościami w polu karnym, był Gancarczyk. Skrzydłowy Śląska ruszył z piłką w stronę narożnika pola karnego, po czym huknął jak z armaty, a piłka pofrunęła tuż nad poprzeczką. Wrocławianie od pierwszych minut pokazywali ambicję i wolę walki, jakich nie widać było w Ekstraklasie w minionym sezonie. Przyjezdni mieli sporo problemów z opuszczeniem własnej połowy, nie wspominając o przedostawaniu się pod bramkę Kelemena.

Goście drugą okazję w tym spotkaniu stworzyli sobie dopiero po pół godzinie gry. Rankin wykorzystał pasywną postawę obrońców graczy Lenczyka, oddając niezły strzał zza pola karnego, jednak niestety dla Dundee United, Kelemen nie miał najmniejszych problemów ze złapaniem piłki. Za ripostę można uznać podobny strzał Gancarczyka, który lewą nogą próbował zaskoczyć Pernisa, jednak strzał był zbyt słaby, a bramkarz ostatecznie utrzymał piłkę w rękach. Brakiem koncentracji „wykazali się” Mila do spółki z Sochą. Młodszy z wrocławian dał się ograć Goodwillie’emu, który wyszedł sam na sam z Kelemenem. Słowak zareagował natychmiast, wybiegł na przeciwnika i wyłuskał piłkę spod nóg rywala.












