To, że La Liga jest jedną z dwóch najlepszych lig na świecie, nie ulega wątpliwości. Real, Barcelona, Sevilla, Valencia, Atletico – największe siły hiszpańskiej piłki rozdają karty w europejskich rozgrywkach. Jednak w tym sezonie pojawił się jeszcze jeden gracz – Villarreal. Czy klub, który zajmuje obecnie czwarte miejsce, możemy zaliczyć do wymienionej grupy?
Pewne miejsce w europejskich pucharach, tylko pięć punktów straty do Realu Madryt. Kto postawiłby pieniądze, że takie dokonania będzie miał zespół Marcelino na 13 kolejek przed końcem? Przemyślane transfery, młodzi gracze, którzy stanowią o sile drużyny w połączeniu z doświadczeniem, to może być sposób na zbudowanie drużyny, która co sezon będzie bić się o czwarte miejsce, bo – jak wiadomo – pierwsze trzy są zajęte dla gigantów. Jednak nie zawsze było tak kolorowo…
12 maja 2012 roku, gdy po przyjeździe na El Madrigal Atletico Madryt Radamel Falcao strzelał swojego 24. gola w ostatniej kolejce sezonu 2011/2012, niektórym kibicom jakby zatrzymał się świat. Klub, który co sezon walczył o europejskie puchary, nagle ma spaść z ligi. Przed meczem nikt nie spodziewał się takiego scenariusza, gdyż do utrzymania wystarczał tylko remis. Wszystko szło po myśli gospodarzy aż do 89. minuty spotkania, w której Kolumbijczyk zatopił „Żółtą Łódź Podwodną”. Na stadionie nastąpiła rozpacz, a ludzi płaczących i załamanych nie dało się zliczyć.
Szybko jednak działacze i sami piłkarze chcieli zrehabilitować się i udowodnić, że Segunda Division to nie liga dla klubu o takiej renomie. W połowie sezonu, gdy Villarreal zajmowało szóste miejsce, drużynę objął Marcelino, co było kluczową decyzją w kontekście dalszych sukcesów. Zespół skończył ligę na drugim miejscu, czym zapewnił sobie powrót do hiszpańskiej elity. I znowu wszystko wróciło do normy.

Na chwilę trzeba zatrzymać się przy sylwetce trenera. Marcelino – czyli prawdziwy architekt, który doprowadza Villarreal do coraz to większych sukcesów. Był zawodnikiem, ale wielkiej kariery nie zrobił, grając jedynie w klubach pokroju Elche czy Racingu Santander. Reprezentował też swój kraj, ale tylko w młodzieżowych kategoriach, w których zdobył jedną bramkę. Mając 33 lata został trenerem w swoim pierwszym klubie – Lealtad, gdzie spędził jedynie sezon. Na dłużej zadomowił się w Sportingu Gijon, prowadząc rezerwy tego klubu przez pięć lat, co w późniejszym czasie zaowocowało przejęciem pierwszej drużyny. Przez kilka kolejnych lat trenował średniaki hiszpańskiej piłki aż do 2011 roku, kiedy to dostał ofertę pracy w Sevilli. Po sezonie bez sukcesów został zwolniony, a jego osobą zainteresował się Villarreal. Nikt wtedy nie spodziewał się, że hiszpański trener poradzi sobie tak dobrze.











