Gdy Pep Guardiola obwieścił światu, że opuszcza Barcelonę i udaje się na zasłużony urlop, w katalońskim klubie już wiedzieli, kto będzie jego następcą. Przyszłego trenera „Blaugrany” polecił sam Guardiola, a osoba, którą wskazał, musiała być tylko gotowa do podjęcia się wyzwania. Tito Vilanova, bo o nim mowa, podniósł rękawicę i to właśnie on dyryguje z ławki poczynaniami gry drużyny z Messim na czele.
– Jeśli tylko czujesz się na siłach, nie miej żadnych wątpliwości. Oni oferują ci szansę trenowania „Barcy”. Każdy trener na świecie chciałby tę pracę – to zdanie było jednym z tych, które Guardiola powiedział Vilanovie przed jego nominacją. Zapytacie, kim w ogóle jest ten cały Tito Vilanova? Przecież facet wyskoczył jak filip z konopi…

Francesc Tito Vilanova i Bayo, bo tak dokładnie nazywa się nasz dzisiejszy bohater, urodził się w 1968 roku w malutkim Bellcaire d’Emporda w Katalonii. Swoją przygodę z piłką rozpoczął jako piłkarz. W 1984 roku trafił do słynnej La Masii. W szkółce Barcelony przebywał cztery lata, ale nie zdołał przebić się do pierwszego składu. Później grał na pozycji pomocnika w słabszych klubach, m.in. w Celcie Vigo, Mallorce czy Elche. Swoją karierę piłkarską zakończył w 2002 roku w Atletico Gramanet.
Tito nie był wybitnym piłkarzem, który czarowałby na Camp Nou. Mimo to w licznych wywiadach powtarzał, że czuje się spełnionym zawodnikiem i nie żałuje przebiegu swojej kariery. Po zawieszeniu butów na kołku Vilanova przeszedł na drugą stronę barykady. W sezonie 2001/2002 rozpoczął pracę trenerską w roli asystenta jednego z trenerów grup młodzieżowych w La Masii. Po 12 miesiącach został już samodzielnym szkoleniowcem dzieci w katalońskim klubie. Niestety, po przejęciu władzy w klubie przez Joana Laportę młody trener musiał opuścić „Blaugranę”.
Po kilkuletniej przerwie Vilanova wrócił do katalońskiego klubu w 2007 roku. Pracę w roli swojego asystenta zaproponował mu Pep Guardiola, ówczesny trener Barcelony B. Tito bez wahania przyjął ofertę. Od tego momentu zaczęła się jego prawdziwa kariera trenerska w tym klubie. Po nominacji Guardioli na pierwszego trenera FCB Vilanova podążył jego śladami i pozostał w dalszym ciągu jego pomocnikiem.
Skromny mężczyzna z Bellcaire d’Emporda cały czas był w cieniu Guardioli. O nim się nie mówiło, a on wykonywał swoją wspaniałą pracę gdzieś z boku. Rzadko kiedy wspominano o Tito, gdy mówiło się o sukcesach zespołu z Barcelony. Zawsze byli tylko Messi, Xavi, Iniesta, Puyol i… Guardiola. Telewizje pokazywały powtórki, w których przypominający trochę flegmatyka Vilanova przekazywał swoje spostrzeżenia Guardioli, a ten zaraz podrywał się z ławki, by podzielić się nimi ze swoimi wykonawcami na boisku. Co podpowiadał Tito Pepowi? Tego z pewnością nigdy się nie dowiemy, zwłaszcza że mówiąc, zasłaniał sobie usta ręką, aby nie można było wyczytać słów z ruchu jego warg. A gdy po trafnych podpowiedziach Tito gra „Barcy” momentalnie się poprawiała, to komu była wystawiana laurka? Oczywiście Guardioli.











